Sfinansować, nie sfiksować…
Weekend zaczął się dziś zdecydowanie wcześniej. Pomysł powolnego poranka padł. Cóż zrobić. Najlepiej zaparzyć herbatę, przygotować coś do czytania i zbudować coś z klocków. U nas zadziałało… 🙂
Jeśli też śpisz mniej, albo masz wolną chwilkę, chcę polecić Ci dobrą książkę na jeden wieczór do czytania i całe życie do testowania ;)…
„Pieniądze i cała reszta” Gail Vaz- Oxlade to taki mały literacki kęs. Jest genialną propozycją dla rodziców, którzy chcą zacząć edukację finansową swoich dzieci, ale nie bardzo wiedzą, jak to zrobić. Bo SAMO WYPŁACANIE KIESZONKOWEGO- UWAGA– NIE WYSTARCZA.
Idea książki jest prosta- pokazać dziecku ( i sobie przy okazji), że pieniądze nie są barierą, tylko narzędziem. Opiera się na każdorazowym podziale kieszonkowego na 4 części, dla których niezbędne są osobne pojemniki (w książce słoje):
- słoik oszczędności- tu dziecko odkłada 10 % swoich przychodów (lub więcej- jeśli tak zdecyduje);
- słoik darów– to miejsce, gdzie dziecko gromadzi środki, którymi chce wspomóc innych;
- słoik zaplanowanych wydatków– dziecko decyduje o tym, co mu jest potrzebne i na co powinno wydać część ostatniego kieszonkowego, w zależności od wieku może dostawać pieniądze np na zakup słodyczy, książek, ubrań …
- słoik na zachcianki– miejsce na niekontrolowane szaleństwo :).
Przyznaj, że pomysł jest naprawdę lotny. Żeby wszystko współgrało i tworzyło harmonię (jak w orkiestrze), trzeba przyjąć kilka fundamentalnych założeń dla nas- dorosłych:
- wiedza przekazana dziecku nie działa, jeśli nie jest poparta przykładem z codziennego domowego życia;
- dziecko ma prawo popełniać błędy– trzeba stworzyć mu warunki, żeby nauczyło się je naprawiać i wyciągać z niego wnioski;
- nauka powinna sprawiać przyjemność, powinna być konsekwentna i nagradzana;
- stałe proszenie o pieniądze jest upokarzające dla każdego– dlatego kieszonkowe powinno się zwiększać z wiekiem dziecka;
- kieszonkowe działa tak, jak powinno, tylko jeżeli zamkniesz portfel, kiedy już je przekażesz;
- dziecko nie może odkładać całości kieszonkowego, ważne jest, żeby nauczyło się, że pieniądze można dobrze podzielić i że się kończą;
- jeśli Twoje budżetowanie tak nie wygląda- przygotuj się na rewolucję we własnym portfelu!!; dziecko będzie miało mnóstwo pytań (bo to zupełnie nowa dziedzina, niedostępna w szkole, a niezbędna do dobrego startu w przyszłość);
- MUSI być w Tobie umiejętność rozmowy o finansach( zarobkach, wydatkach, oszczędnościach, finansowych sukcesach i porażkach) bez niepotrzebnego skrępowania, strachu czy złości.
Tak, wiem że jestem pierwsza do krzyczenia, że nic nie muszę, a wszystko mogę. Ale bez umiejętności stanięcia z prawdą oko w oko i chęci, żeby dziecko nauczyło się na naszych błędach- nie warto się za to zabierać teraz. Jeśli na któryś z powyższych punktów włos jeży Ci się na głowie- może to zachęta do pracy własnej :).
Testujemy ten system od niedawna. Pewnie podzielę się z Tobą refleksjami za jakiś czas. Na tę chwilkę jest to kompleksowy system, który dzieciom pozwala uczyć się podstawowych umiejętności finansowych, a nas mobilizuje do samokształcenia, bo dzieci mają mnóstwo pytań.
Książka nie gryzie, jest napisana fajnym i prostym językiem, znajdziesz w niej mnóstwo inspiracji i pomysłów na inne finansowe lekcje- nie tylko dla dzieci.
Herbata stygnie, praca i zakupy nie zrobią się same. Jeśli masz własny sposób na domową naukę finansów- czekam na inspiracje. Dobrej mocy na dziś !!!