-
Twoje życie staje się lepsze nie przez przypadek, ale dzięki zmianie.
Jakiś czas temu usłyszałam, że czego nie zmieniasz- na to się zgadzasz. Bardzo długo biłam się z tą myślą, chodząc na przemian wściekła i zrezygnowana. Czasami miałam wrażenie, że wierci mi dziurę w głowie. I umówmy się- nie było to najprzyjemniejsze doświadczenie. Przeszłam z nim mnóstwo kilometrów, ścierałam się godzinami… finalnie zostało ze mną jako jedno z kluczowych zdań do wieczornych podsumowań dnia. Wychodzenie z własnej strefy komfortu jest ulubionym sportem wyczynowym dla nielicznych. I ja się chyba do nich nie zaliczam. Bo jeśli ją opuszczam, to raczej wystawiam palec, a nie skaczę ze spadochronem głową w dół. Ale umówmy się- to jest ok. Rewolucje i zrywy zostawiają za sobą…
-
Wszyscy nie ogarniamy…
Dziś zyskałam pewność, że weekendowe wstawanie przed budzikiem to oznaka dziadzienia. Z drugiej strony to już ten czas, kiedy ranki skąpane są w słońcu, kwiaty zaczynają kwitnąć i choćby nic się nie chciało, to kilka minut na balkonie z kubkiem w ręku jest jak mini spa… Przez ostatni tydzień wpuściłam pod swój kamień trochę światła. Powychodziłam ze strefy komfortu, musiałam przepracować kilka drobiazgów przyjemnych jak uczucie, że coś mam w bucie podczas wspinaczki, wyjrzałam na zewnątrz poza swoje wyzwania i codzienność. Gdyby spojrzeć na to bez filtrów i pięknych słów- wszyscy nie ogarniamy jest kwintesencją tego, co chcę napisać… Ale że świat nie jest jednowymiarowy… Masz lub miałaś w swoim…
-
Szczęśliwi popękani, bo przez nich przenika światło ( Michael Audiard)…
Cieszę się, że mogę zacząć ten dzień z ciepłą herbatą w ręku i czystą kartką przed sobą. Taki scenariusz powtarza się każdego dnia, a ja czasami widzę, że choć powinnam do zadania podejść jak reżyser, kończę na roli gapia w ostatnim kinowym rzędzie. Niedzielę zaczynam z wdzięcznością za ten dzień, który mogę zapisać słowami i kolorami jakie tylko przyjdą mi do głowy… Dzięki spontanicznej akcji mojej sąsiadki i zakupom w deszczu- balkon powoli zieleni się na kolejny sezon. Jeśli dołożę do tego nowe poduszki na siedzisko i wyświetlacz, który czeka w szafie na swój debiut, istnieje cień szansy, że tegoroczne letnie wieczory spędzimy we własnym kinie pod daszkiem. Potrzebuję dnia…
-
Żeby myśleć… potrzebujesz ciszy.
Niedziela chyli się ku końcowi. Czekam na herbatę, najlepiej tą z lawendą, ale ucieszy mnie każda. Pachnę pierogami i ciastkami owsianymi z żurawiną. I dobrze mi z tym… Zaczęłam ostatnio tęsknić za ciszą. Taką zwykłą, w której najlepiej wyglądam tuż po otwarciu oczu. Bo potem życie śpieszy się Bóg wie gdzie… Która działa lepiej niż serum, bo wygładza plany i spłyca problemy lepiej niż specyfiki z reklam. Działania uboczne ma dopiero wtedy, kiedy nie lubisz siebie albo stoisz na życiowym zakręcie za długo… Nic nowego nie odkryję pisząc, że czasami najmniejsze zmiany przynoszą najlepsze efekty. A takie zatrzymanie się na chwilkę, kilka głębokich wdechów, łyk herbaty, posiedzenie samej ze sobą…
-
Zawsze będzie więcej rzeczy niż czasu do zrobienia…
Jak się cieszę mogąc pisać dziś z własnego domu, własnego łóżka, przy własnym kubku z ulubioną herbatą… Rozstroiłam się kosmicznie, będę wracać do siebie i swoich nawyków… ale właśnie tak to ma wyglądać… Kilka następnych dni spędzę na zwolnieniu, więc nie miałam presji do gotowania. I najzwyczajniej w świecie chciałam odpocząć. Zrobiłam zupę warzywną i pomidorową, mini desery z chią i bananem oraz sałatkę gyros. Dziś popołudniu dom zapachnie szarlotką, a pozostałe szaleństwa rozłożę na etapy. Ale nie będzie tego dużo, skorzystam z przygotowanych i zamrożonych wcześniej posiłków. Jeden nowy przetestowany przepis byłby wisienką na torcie. Przed nami najzwyklejszy powrót do rzeczywistości. Mam nadzieję, że odstawimy leki i dostaniemy zielone…
-
Odwaga to nawyk.
Niedzielny poranek przy komputerze powoli staje się częścią tygodnia, I to powód do wdzięczności. Herbata nie smakuje już tak dobrze jak w jesienny poranek, słońce wschodzi coraz wcześniej… Tak można budzić się do życia… Ostatnie dni minęły pod znakiem dziesiątek wysmarkanych chusteczek. Cieknący nos i możliwość noszenia piżam dłużej zawsze kończą się jakąś refleksją. A powrót do zwykłego życia cieszy bardziej niż ta zwykłość. Tak powoli wracam na tor. Weekendowo przygotowuję jedzenie na cały kolejny tydzień: domowe sushi, drożdżowe bułki z serem, młodą zasmażaną kapustę z koperkiem, pomidorową, pierogi, kopytka z szarpaną wieprzowiną, sałatkę warzywną, pastę z białego sera i pastę z makreli. Część zjemy, cześć trafi prosto do zamrażalnika.…
-
Nie zawsze zdobywamy to, czego chcemy… próbując zdobywamy to, czego potrzebujemy…
Chodzę z tym zdaniem od kilku dni pomiędzy inhalatorem, zapasem chusteczek do nosa i nową kolekcją leków. Takie trochę haute couture, bo wszystko pełne kolorów, wyselekcjonowane, tylko smaku brak. Piękna odcień czerwieni mojego nosa może spokojnie zastąpić ognistą pomadkę na ustach, dzień zaczynam zieloną herbatą z lawendą, zachwycona śpiewem ptaków i zefirkiem wpadającym przez uchylone okno. Czasami 5 gwiazdek to naprawdę za mało, żeby ocenić życie ;).. Kilka dni temu zdecydowałam się kupić bieżnię do domu. Małą. Do chodzenia. Zwykłą. Na próbę. Zerkam na nią kątem oka, czekam, aż dojdę do siebie i będę mogła ją wypróbować. Od kilku miesięcy myślałam nad wyjściem na siłownię, planowałam spacery- prawda jest taka,…
-
Wielkanoc…
Czekam na wschód słońca. Wyprzedziłam dziś już budzik (poranny sprint mam więc już za sobą), zaparzyłam herbatę w moim ulubionym kubku, spokojnie czekam, aż pierwsze promienie słońca rozjaśnią dzień. Świąteczny, wolny, wyjątkowy… Siedzę sama ze sobą. Ulica co jakiś czas pulsuje krokiem pojedynczych osób idących do kościoła. W blokach rozświetlają się coraz to nowe okna. Budzi się życie ospale, a może tylko przeciąga przed kolejną drzemką… To świetny czas na życzenia. Niech Wielkanoc będzie dla Ciebie obietnicą- że po każdym sztormie wyjdzie słońce, po każdej nocy nastanie dzień. Że to, co ważne, nigdy nie umiera. Niech to będzie czas pełen nadziei i zaufania. Bo wszystko, co najlepsze, jeszcze przed nami.…
-
Życie jest proste, tylko nie jest łatwe…
Od kilku dni to zdanie krąży mi po głowie i czym więcej o tym myślę.. tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że tak właśnie jest. Bo w sytuacji kryzysowej wiedziałabym, kto i co jest dla mnie najważniejsze, bez czego nie mogłabym żyć, co nadaje kolor każdemu mojemu dniowi… Ta trudność zaczyna się czasami wtedy, kiedy przełożyć to trzeba na szarą codzienność i zwykłe decyzje… Z myślami nieuczesanymi zaczynamy niedzielę… Drugi tydzień z rzędu gotuję posiłki na kolejnych 6,7 dni, pakuję je w słoiki i pojemniki, zamykam w lodówce… dopóki nie znikną. W tym zestawieniu znalazły się: zupa warzywna z fasolką szparagową i pomidorowa, sałatka z paluszkami krabowymi, mini pizze, tiramisu…
-
Jeśli uzyskasz coś bez wysiłku- nie będzie Ci smakowało…
Prawie wszystkie plany na ten tydzień spełzły na niczym. Połowę tygodnia spędziłam w szpitalu z synem i to zupełnie zmieniło optykę. Wstałam dziś rano, wyperfumowałam kuchnię pomidorami, bazylią i małymi grzankami na maśle z czosnkiem… Wracam do siebie… Jakiś czas temu zamówiłam kilka pojemników z Ikei, żeby przetestować je w kuchni. Zdecydowałam się na szklane ( są lepsze w użytkowaniu niż plastik, jedyny minus jak do tej pory to to, że więcej ważą), żaroodporne ( piekę jednoporcjowe posiłki i już), powtarzalne ( są w stałej ofercie) opakowania na żywność. Lepiej się je przechowuje, bo mają taki sam kształt, przez co zajmują mniej miejsca. Trochę ułatwiam sobie tym życie- bo łatwiej…