Bez kategorii

Życie jest proste, tylko nie jest łatwe…

Od kilku dni to zdanie krąży mi po głowie i czym więcej o tym myślę.. tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że tak właśnie jest. Bo w sytuacji kryzysowej wiedziałabym, kto i co jest dla mnie najważniejsze, bez czego nie mogłabym żyć, co nadaje kolor każdemu mojemu dniowi… Ta trudność zaczyna się czasami wtedy, kiedy przełożyć to trzeba na szarą codzienność i zwykłe decyzje… Z myślami nieuczesanymi zaczynamy niedzielę…

Drugi tydzień z rzędu gotuję posiłki na kolejnych 6,7 dni, pakuję je w słoiki i pojemniki, zamykam w lodówce… dopóki nie znikną. W tym zestawieniu znalazły się: zupa warzywna z fasolką szparagową i pomidorowa, sałatka z paluszkami krabowymi, mini pizze, tiramisu ( pierwsze w życiu), porcja sosu bolońskiego, żeberka pieczone na kapuście, pieczony kurczak, kotlety jajeczne, chałka na maślance i serowe placuszki. Chałka już rośnie, kurczak dopieka się zaraz obok buraczków (taki plaster pieczonego buraka albo carpaccio z buraka na wynos naprawdę zmienia optykę ), a dla mnie oznacza to więcej czasu w tygodniu i posiłki, które można wybrać i zjeść kiedy jest na nie ochota. A jeśli nawet każdy będzie chciał zjeść co innego- nie ma z tym większego problemu. Na ten moment to idealne rozwiązanie, posiłki w szklanych pojemnikach świetnie się sprawdzają (wszystko jest widoczne i poukładane, łatwo dostępne), a ja odzyskałam czas na czytanie.

Już za tydzień Wielkanoc. I jakoś tak w tym roku bardzo doceniam minimalizm tego czasu- bo jeśli porównać je z Bożym Narodzeniem, ilością potraw i ozdób- to rzeczywiście jest inaczej. Cieszę się na ten tydzień, trudny i wyjątkowy, z taką refleksją o śmierci…i życiu przemykającą się między kubkiem porannej herbaty a gryzem śniadania. Odwiedzimy groby naszych bliskich, wieczory spędzimy razem na rodzinnych aktywnościach- film, książka, rozmowy znad kubka z gorącą czekoladą. Tak, żeby wyhamować na chwilkę, Zatrzymać się, rozejrzeć dookoła, sprawdzić, czy kierunek, w którym idziemy jest tym samym, który założyliśmy rok temu…

Wpis miał być o czymś zupełnie innym. A jest o przygotowywaniu się i czekaniu na słońce po burzy, na życie po śmierci, na cud po smutku. I to niesamowita perspektywa…

Już dziś składam Wam najlepsze świąteczne życzenia. Pokoju, pogody ducha, wiary, nadziei, miłości, bliskości tych, którzy rozświetlają Wam najbardziej deszczowe dni.

Dobrej mocy na dziś. Do usłyszenia za tydzień.

2 komentarze

  • Agnieszka Brym

    Niech zmartwychwstały Chrystus obdarzy Was zdrowiem, szczęściem, szacunkiem i miłością. Wesołego Alleluja!

    Tak, otwierasz oczy na to co ważne. W tym przedświątecznym pędzie sprzątania i gotowania trzeba wyhamowac. Pomyśleć, pobyć ze sobą, z bliskimi, ze swoją wiara.

    • Zarazliwiedobra

      My też składamy Wam najlepsze życzenia – wszelkiego błogosławieństwa, nadziei, wiary, miłości..i wdzięczności za każdy dzień.
      Cały czas uczę się tego zatrzymania i wyhamowania, żeby nie przegapić tego, co najważniejsze… Bo tak najprościej dopatrzeć się cudów wokoło…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *