Odwaga to nawyk.
Niedzielny poranek przy komputerze powoli staje się częścią tygodnia, I to powód do wdzięczności. Herbata nie smakuje już tak dobrze jak w jesienny poranek, słońce wschodzi coraz wcześniej… Tak można budzić się do życia…
Ostatnie dni minęły pod znakiem dziesiątek wysmarkanych chusteczek. Cieknący nos i możliwość noszenia piżam dłużej zawsze kończą się jakąś refleksją. A powrót do zwykłego życia cieszy bardziej niż ta zwykłość.
Tak powoli wracam na tor. Weekendowo przygotowuję jedzenie na cały kolejny tydzień: domowe sushi, drożdżowe bułki z serem, młodą zasmażaną kapustę z koperkiem, pomidorową, pierogi, kopytka z szarpaną wieprzowiną, sałatkę warzywną, pastę z białego sera i pastę z makreli. Część zjemy, cześć trafi prosto do zamrażalnika.

Taki model gotowania dużo zmienił w mojej codzienności. Realnie mam więcej czasu w tygodniu, nie zastanawiam się już co zrobić do jedzenia, a po przyjściu z pracy mogę wybrać, na co mam ochotę i to zjeść.
Ale nie tylko o jedzenie w tym wszystkim chodzi. Chyba ważniejszy jest fakt, że coś jest lepsze. Bo mogę powiedzieć, że to efekt ludzi, książek i konferencji, których słuchałam. I choć nie dotyczyły tego tematu, to zmobilizowały mnie do działania, do ruszenia z miejsca, poszukania pomysłu i rozwiązania. A skoro działa i przynosi dobre owoce, to warto zabrać się za coś innego.
Nie przepadam za słowem nawyk i rutyna, bo oba brzmią źle. Lepiej chyba powiedzieć doświadczenie, a czy będę myśleć o nim jak o przeciętności, czy mistrzostwie- bo o dziwo w oba sposoby można na to patrzeć- to mój wybór.
I choć planowanie, a potem wkładanie całego życia w tabelki jest totalną pomyłką- ćwiczenie odwagi w małych decyzjach, próbach ich realizacji i utrzymania efektów mają w sobie wielką moc. Musisz przecież mieć ramę, żeby w niej malować pejzaż codzienności. I o ile rama jest raczej stała, kolorem obrazu w dużej mierze kierujesz ty sama…
Dobrej mocy na dziś. I cały tydzień też.