Paść czy wypaść??
Pisanie powoli wychodzi zza chmur zaśmieconego umysłu… U mnie oczywiście. Pomyślałam, że dziś zaproszę Cię na małą podróż w smak dzieciństwa…
Jakiś czas temu zaprzyjaźniłam się z ciastem drożdżowym. Bo to trochę jak szczypta magii- mieszasz kilka podstawowych składników, dodajesz drożdże i wszystko nabiera lekkości, objętości. Ogranicza Cię tylko wyobraźnia i zawartość kuchni. Cynamonki, ciasto drożdżowe, chleb, bułki z rozmaitymi nadzieniami, chałka, pizzerinki…
Czemu dziś o tym? Chyba po to, żeby przypomnieć sobie dobre chwile. Pamiętam do dziś smak ciasta drożdżowego pieczonego w piecu kaflowym, smak ciepłego jeszcze chleba, który piekła moja ciocia. Pamiętam, jak dom napełniał się delikatnym zapachem pieczonego ciasta, na które wszyscy czekaliśmy z wielkim wyczekiwaniem.
Tym bardziej cieszę się, kiedy moja kuchnia zaczyna pachnieć drożdżami i wyrastającym w piekarniku ciastem. To taka podróż w czasie bez botoksu. Bo są takie rzeczy, które cieszą wraz z upływem wieku, prawda??

Dziś tylko tyle. Słyszymy się w środę. Miej najlepszy dzień pomimo poniedziałku. Niech pachnie Ci dzieciństwem…