Mogę wszystko poza…..
Wieczór zaścielił zieleń, małą wiewiórkę, która bez względu na temperaturę na zewnątrz zwisa głową w dół z wielkiego drzewa w poszukiwaniu bezpiecznej drogi do orzecha, stado komarów i ślimaka powoli wspinającego się po balkonowym Mont Evereście. Cisza po całym dniu pełnym wrażeń, kubek letniej wody (gorąca herbata byłaby zabójstwem i zupełnym brakiem miłosierdzia), dwie książki pod ręką, dobra konferencja w telefonie i zegar, który biegnie do rana zdecydowanie za szybko…
Ostatnio dwie myśli determinują mój sposób postrzegania rzeczywistości. Pierwsza- że z piekarnikiem człowiek zaprzyjaźnia się jak z człowiekiem, jeśli lubi się piec. I może uznasz, że to banał albo przesada- dla mnie to najprawdziwsza prawda. Tak samo jak to, że na prowincji czas płynie wolniej, a ciasta rosną lepiej. Druga-że rzeczywistość często nie daje się objąć genialnymi maksymami coachingowymi i czasami nie ma dobrego wyjścia z przytłaczającej rzeczywistości. Czasami wybór toczy się między złem a mniejszym złem… ale to temat na dłuższy wpis.
Nie oskarżaj mnie proszę o pesymizm lub nadto czarny sposób widzenia świata. To jeszcze nie tak. Dobrałam dziś właściwe dodatki do mojej sukienki- patrzenie z małym przymrużeniem oka na to, że ktoś uważa za niemożliwe coś, co jest dla mnie ważne, wiarę w to, że każdy nawet w najbardziej gorący dzień ubiera swoje serce w powłoczkę marzeń, pewność, że za każdym strachem jest kryjówka najpiękniejszych marzeń, nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie domem dla kolejnego cudu… jeśli tylko odważę się go dostrzec i za niego podziękować…
W następnym tygodniu w ramach szaleństwa będę czytać o masażu i diecie przy wykluczeniach pokarmowych. Jeśli tylko doczytam ostatnią część przygód Eragona. Dobrej mocy na jutro. Miej oczy szeroko otwarte. Szukaj inspiracji, Może jedną z nich będę mogła podzielić się z Tobą już niebawem… Czy zastanawiasz się poza czym możesz wszystko???