-
Nieaktualne quo vadis…
Dziś pierwszy raz w tym roku wstałam jesienna. Kalendarz i widok z okna antagonistycznie warczą na siebie w porannej ciszy. W powietrzu czuć napięcie pomiędzy ciepłymi ostatnio rankami a orzeźwiającą bryzą rzeczywistości- choć do morza stąd daleko. Piekarnik rozgrzewa ręce i serce. Za chwilkę kuchnia będzie pachniała chlebem… Od kilku dni uważniej obserwuję ludzi. Zerkam na nich znad kubka herbaty, z korytarza, z sali ćwiczeń. Słucham co mówią, ale staram się czytać w nich nie słowem, a okiem. Oddzielam słowa od mimiki, sposobu mówienia, spoglądania, patrzę nie tylko wtedy, gdy się uśmiechają. Fascynująca podróż w głąb człowieka, choć pewnie w moim wykonaniu nadal powierzchowna. I o ile sama jestem częścią…
-
Od-wagi trzeba zacząć…
Dwojakość stwierdzenia zapowiada co najmniej dwa różne pomysły i cały czas zastanawiam się, który z nich jest mniej inwazyjny- burczenie w brzuchu, czy burczenie w głowie… Lato chyba na dłuższy czas wypowiedziało umowę najmu terenu za naszym oknem. Nie wiem jak u Ciebie, ja podejrzanie szybko zaczynam odczuwać brak słońca, witaminy D i ciągnie mnie już powoli w stronę kubka z ciepłą zupą kremem… Jesienne przesilenie jak znalazł. Jeśli dodać do tego tęsknotę za tym, żeby z książką w ręku zarwać noc i cały następny dzień chodzić jak zombiak- jesienne klimaty nabierają rumieńców… Od rana myśląc o jesiennym menu doszłam do wniosku, że poza nowymi pomysłami kulinarnymi (zachwyciła mnie wizja…
-
Pandemiczne festiwale…
Coraz bardziej przekonuję się o tym, że gotowanie jest genialną terapią. Wchodzisz do kuchni, łączysz kilka składników, działasz na nie siłą mięśni i czasu, temperaturą, kreatywnością… i jest. Takie proste, a takie skomplikowane… Koleżanka opowiedziała mi o festiwalach pizzy, które robili u siebie w domu- piekli rozmaite jej wariacje, każdy mógł skomponować ją na swój sposób. Wiem- nic nowego pomyślisz. Jednak nazwa jest genialna, a działalność festiwali można rozszerzyć też na inne kulinarne dziedziny. No i się zaczęło… ale nie z pizzą. Za oknem jeszcze ciepło, wakacje niedługo będą się kończyły, jesień lada chwila zapuka do drzwi. Stąd pomysł na festiwal zup- małe przygotowanie przed jesienną chrapką na ciepłą, aromatyczną…
-
Płukanie mózgu w mięcie???
Oddychaj spokojnie. W treści nie znajdziesz nowego przepisu z użyciem skalpela i miętki świeżo zerwanej z ogrodu. Sobota, ranek, woda prawie tańczy w czajniku, kubek z herbatą cierpliwie czeka na blacie, siedzisko na balkonie pożera wielki koc i czeka na mnie. Dziś przekaz prosto z mojego kącika zapomnienia. No to start!! Autorem tytułu jest mój syn, który po zjedzeniu Hallsa stwierdził, że jest tak mocny, że mózg wypłukał mu się w mięcie. I nie wiem jaką masz wrażliwość, ale mnie to stwierdzenie urzekło. Uświadomiłam sobie jak łatwo codziennie pozwolić na to, żeby mózg płukał się w innych sytuacjach- złości, opuszczeniu, beznadziei… Czujesz o czym mówię, prawda?? Stąd mój dzisiejszy rytuał.…
-
Z glutenem w zaciszu własnego domu…
Obudziłam się dziś z myślą, że każdy bieg ma swój finisz. Codzienne obowiązki kończą się wieczornym odpoczynkiem, życiowy bieg opamiętaniem albo emeryturą. Jakkolwiek nie podchodzić do tematu- bardzo przyjemnie móc go rozważać w spokoju, bez pośpiechu, z herbatą w ręku. Nawet jeśli ten spokój ma trwać nie za długo… Postanowiliśmy z dziećmi, że do końca tygodnia oswoimy gluten. Słyszałam niedawno, że to taki smok, którego boją się wszystkie księżniczki i wiedźmy (dla przypomnienia- wiedźma- kobieta, która wie wszystko i jest czarująca). Wczoraj udało nam się zrobić makaron do ramenu- nie dodaje się do niego jajek, a pieczoną sodę. Na pierwszy rzut oka nie sądziłam, że się uda, a wyszedł naprawdę…