O planowaniu życia jak szczytu niemożliwego do zdobycia…
Za oknem jesień w środku lata. Gorąca herbata z miodem i książka to najlepszy początek dnia. Grafik na najbliższe dni pęka w szwach. Chwila relaksu wskazana jak nigdy…
Obejrzałam ostatnimi czasy serial „The Good Doctor”. To historia mężczyzny z autyzmem, który zostaje rezydentem na oddziale chirurgii i próbuje tam odnaleźć się w środowisku lekarzy i pacjentów. O ile po kilku odcinkach wiadomo było, że przy prawie każdym zabiegu coś będzie nie tak, o tyle kreacja głównego bohatera zachwyca. Codziennie mechanicznie coś robimy- wstajemy, wykonujemy jakąś pracę, sprzątamy… Nie myśląc, że każda czynność to współdziałanie wielu kości, mięśni, pracy mózgu, organów… Jesteśmy fascynującym komputerem, który potrzebuje harmonii. Serial pokazuje człowieka o ponadprzeciętnej wiedzy, wyobraźni przestrzennej i zdolnościach lekarskich, który próbuje nauczyć się uczuć i emocji. To duże uproszczenie, bo spektrum autyzmu to bardzo złożone pojęcie i bardzo indywidualne dla wielu ludzi, którzy się z nim zmagają. Chyba właśnie dlatego odcinki sięgają do korzeni i skłaniają do refleksji nad najprostszymi wydawałoby się aspektami relacji, związku, uczuć, postrzegania drugiego człowieka. Pokazują, że każdy się z czymś zmaga, że genialnie nosimy maski chowając przed światem to, co naprawdę w nas gra… Jeśli masz chwilkę wolnego- polecam. To nie będzie stracony czas.
Przymierzam się do znalezienia kalendarza idealnego. Takiego, w którym poza rozkładem godzinowym znajdę miejsce na inne ważne zapiski i który zmieści się w torebce. Wybór na rynku ogromny, ja ciągle szukam z nadzieją, że znajdę coś idealnego. Systematyczne zapisywanie ważnych informacji nie związanych ze sobą to kilka notatników i dodatkowa półka- żeby to ogarnąć. Po jakimś czasie to się robi uciążliwe i męczące. Albo poziom motywacji spada do poziomu depresyjnego. W efekcie wracasz do punktu wyjścia z kacem moralnym. Kupiłam już zakreślacze i kolorowe długopisy. Poluję na naklejki i terminarz. Zobaczymy, czy jestem dobrym łowcą…
Napisać muszę bo się uduszę… Doczekaliśmy pierwszego pomidora z balkonu. Raczej pomidorka. Reszta powoli rośnie i dojrzewa. Wielkim niepowodzeniem okazały się kwiaty cukinii- zakwitły pięknie, cieszyły moje oko przez długi czas, ale równie szybko zainteresowały się nimi mrówki. I tu skończyła się moja cukiniowa miłość. Cukinię w doniczce zastąpiła mięta, zostały mi piękne zdjęcia….

Dom budzi się do życia. Kuchnia pachnie marchewką i cebulą- w ramach szaleństwa dziś na obiad lasagne. Po głowie chodzi mi myśl, że dziś mój organizm działa sprawnie i dobrze choćby w myślach za to podziękować i wykorzystać dobrze dzień. Chociażby po to, żeby wieczorem zasnąć z przekonaniem, że zrobiłam coś ważnego, co pomoże mi jutro wstać nie lewą nogą…