Bez kategorii

Tegoroczne święta, czyli jak się zorganizować…i nie zwariować…

Połowa listopada zazwyczaj ze złotą polską jesienią niewiele ma wspólnego. Żeby nie dać się wkręcić w jesienną chandrę proponuję Ci zacząć planować święta. I nie mówię tu o masowym zakupie ozdób, które już od końca października zalegają na sklepowych półkach. Raczej o takim rozdzieleniu obowiązków, żeby ten czas był wyjątkowo ciepły i rodzinny, a nie wypełniony stresem, bieganiem i nocnym gotowaniem.

U nas wszystko zaczyna się od menu. Wybieramy potrawy zgodne z tradycją, naszymi smakami…i zawsze staramy się zrobić coś zupełnie nowego, bo szukamy jakiegoś małego akcentu, który zostanie z nami na świątecznym stole na lata jako nasza rodzinna tradycja. Wszystkie pomysły zapisujemy, parzymy dobrą herbatę i jeszcze raz przyglądamy się propozycjom. Nie sztuką jest nagotować wszystkiego jak dla wojska, raczej zrobić tyle, żeby nie wyrzucać albo nie jeść na siłę, bo się zmarnuje. Po świętach jest jeszcze szansa na ostatnie poprawki lub sugestie i taka baza przechowana w książce kucharskiej albo planerze w następnym roku będzie dużym prezentem dla samej siebie.

W tym roku postanowiliśmy, że już 1 grudnia ubierzemy choinkę i ozdobimy dom małymi świątecznymi akcentami. To zbiegnie się z otwieraniem adwentowych kalendarzy i dla dzieci będzie czytelnym znakiem, że wchodzimy w wyjątkowy czas. Bo kto nie lubi wypić wieczorem gorącej czekolady w świetle migoczących choinkowych lampek…

Prezenty w najbliższy weekend zawiniemy w szary papier ozdobiony świątecznymi stemplami ( nie sądziłam, że spędzimy przy tym tak miło czas). Do tego trochę celofanu, wstążek…i wszystko gotowe.

Co roku staramy się też samodzielnie wykonać jakieś świąteczne ozdoby. Tym razem wybór padł na girlandy do okien z filcu, szydełkowe serwetki oraz małe szklane wazony, które ozdobimy mchem, światełkami i szyszkami. Wszystkie materiały kupiłam wcześniej (większość w promocjach), w weekend wybieramy się do lasu po kilka szyszek. Będzie pełno brokatu i szaleństwa…

Wzór znalazłam w internecie, w szafie miałam jeszcze trochę włóczki. Jedna trafi na komodę, druga na świąteczny stół.

Na samą myśl o tym, że w tym roku potencjalnie grudzień będzie spokojniejszy ( jeśli chodzi o świąteczne szaleństwo) robi mi się błogo. Święty spokój to czasami najlepszy prezent, jaki można sobie samej przygotować…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *