Bez kategorii

#4 Korzystać z życia i jedzenia do ostatniego okruszka…

Pobrzmiewa trochę epikureizmem… tak, zdecydowanie tak. Szczęście to zlepek wielu zmiennych, wśród których dobre jedzenie też ma swoje miejsce….

Pandemiczne szaleństwo poskutkowało u nas nawykiem robienia większych zakupów przeważnie raz w tygodniu i planowaniem posiłków. To naprawdę ułatwia życie, pozwalając oszczędzić przy tym sporo czasu i pieniędzy. Ale można pójść dalej w tym kierunku- i jak w każdej szanującej się restauracji- szukać sposobów na kreatywne i lepsze wykorzystywanie zakupionych produktów.

Na pierwszy ogień poszły obierki z pieczarek. Na początku zostały umyte i odsączone z nadmiaru wody. Podsmażyłam je na maśle z jasnym sosem sojowym do chwili, kiedy zrobiły się chrupkie. Odsączyłam na ręczniku papierowym i przełożyłam do pojemnika. Posłużą jako aromatyczny dodatek do sosów, zup i makaronów- ich smak jest dla mnie odkryciem tygodnia.

Od dziś w torebce strunowej zbieram obierki z umytych warzyw (marchewek, pietruszek, selerów, cebuli, resztek natki pietruszki, koperku) w zamrażarce. Pod koniec tygodnia posłużą mi do ugotowania wywaru warzywnego, który doskonale sprawdzi się jako baza do zup i sosów. O ile mnie samej ten pomysł jeszcze kilka tygodni temu wydał się dziwny- teraz myślę, że to ukłon w stronę naszych babek i prababek, które były prawdziwymi mistrzyniami robienia czegoś z niczego, szczególnie w czasach, kiedy sklepy świeciły pustkami.

Jak widzisz ten tydzień nie obfitował w wielkie kulinarne nowości i szaleństwa. Poczytałam i posłuchałam trochę więcej o zero waste, stopniowo testuję nowe pomysły. Jeszcze pełniejsze wykorzystywanie codziennych składników w kuchni za niedługi czas może okazać się rewolucją. Gwiazdki za to nie dostanę, ale kolejny sposób na okazanie miłości moim najbliższym.

P.S.- domowy „surowy” makaron wytrzymał próbę kilku dni w lodówce. To cieszy.

Dobrej mocy na dziś. Do przeczytania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *