Kiedy jedynym sposobem na odmrożenie sobie nosa jest trzymanie go przy zamrażalniku, czyli o śniadaniach na wynos i kilku innych rzeczach…
Nie skarżę się oczywiście na dłuższy dzień. Za oknem jak w życiu- czasem słońce, czasem śnieg. Nowa herbata już prawie pachnie w starym kubku (szukałam, szukałam, ale nie znalazłam nic, co naprawdę chciałabym zabrać ze sobą do domu- objawy snobizmu czy kryzys wieku średniego???). Tydzień znów w chwilkę zamienił się we wspomnienie, jednak wspomnienie ciepłe i smaczne…
Drugi semestr już się zaczął, najwyższy czas więc na „nie mam co wziąć do jedzenia do szkoły” i „nie chcę kanapek”. Ulubione wyzwanie matek polek w całym kraju. Zapewne…
Żeby nie dorzucać sobie pracy rano, a młodzież wychodziła z czymś, co zjedzą- od wczoraj panuje u nas akcja pieczenia i mrożenia. Porcja pasztecików z kapustą i grzybami oraz bułek z kurczakiem, pieczarkami i serem żółtym po wystygnięciu i zapakowaniu w woreczki wylądowała w zamrażalniku. Dziś dorzucimy do tego jeszcze domowe mini pizze oraz bułeczki jogurtowe z jabłkiem. Dzieciaki dzień wcześniej będą mogły wybrać sobie na co mają ochotę, a po nocy spędzonej w lodówce bułki będzie można zabrać do szkoły lub podgrzać w piekarniku (wersja de lux), żeby dom zaczął pachnieć niebem i glutenem. Warzywa lub owoce na przekąskę równie dobrze można przygotować z wyprzedzeniem. Pomysł testowaliśmy już wcześniej- wraca do nas jak bumerang. Jest szansa na trochę dłuższe poranki z książką. Jestem za.

Tydzień temu nie zająknęłam się nawet, że w środę będziemy piec pączki. Tak, tak, staropolskim zwyczajem.. Pączki piekę dopiero drugi rok, do perfekcji jeszcze mi daleko, a ponieważ wychodzi ich więcej niż potrzebujemy- możemy się nimi podzielić, zawsze w domu znajdzie się ktoś, kto pomaga w ich przygotowaniu. Przy okazji zastanawiałam się nad naszymi rodzinnymi rytuałami i doszłam do wniosku, że nie ma ich za wiele. Może warto to zmienić (jeśli znajdziemy na to czas i chęci)??

Nie odchodząc daleko od kuchni… Znalazłam fajny wzór na kuchenne zazdroski. I choć nie jest to najnowszy krzyk mody- przypominają mi ciepłe i pachnące kuchnie z mojego dzieciństwa. Prototyp powoli powstaje w domowym zaciszu, wielkość i dodatkowe detale jeszcze nie do końca są ustalone. Będę się cieszyć jak dziecko jeśli w ciągu najbliższych tygodni sprawią, że częściej będę się uśmiechać do okna… A co sprawia, że Twoja kuchnia kojarzy Ci się z ciepłem, jaki jej element jest dla Ciebie ważny?? Czy masz coś takiego??

Tydzień kuchennych rewolucji zbliża się do końca. W garnku grzeje się mleko, palce pachną drożdżami, mąka białym puchem okryła część blatu… To najlepsza terapia na skołatane nerwy… Dobrej mocy na dziś. Słyszymy się za tydzień- będę miała dla Ciebie propozycję kilku książek, mam nadzieję nowych przepisów i mnóstwo innych rzeczy…