-
Świąteczne życzenia…
Wielkanoc niesie ze sobą niesamowite przesłanie- światło przezwycięża mrok, miłość pokonuje śmierć. Choć w kalendarzu obchodzimy je raz w roku, myślę, że malutki ułamek zmartwychwstania świętujemy w zakamarku serca zawsze wtedy, kiedy życie dosłownie zawali nam się na głowę, a potem następuje kolejny dzień, walka o powrót do normalności, może nawet o jakąś radość życia… i powoli tą walkę wygrywamy :)… Życzę Wam świąt pełnych pokoju, radości i harmonii. Niech to będzie czas, którego wspomnienie jeszcze na długo będzie malowało uśmiech na Waszych twarzach :). Wielkanocne śniadanie samo się nie zrobi. Dobrej mocy na dziś. Słyszymy się za tydzień :).
-
W poszukiwaniu złotego środka…
Dziś wyjątkowo wpadam tylko na chwilkę. Dom od rana pachnie pastą curry i domowymi sposobami zrobionym mlekiem kokosowym. W tygodniu przetestowałam dwa przepisy na kartacze, przede mną jeszcze trzeci. Efekty są bardziej niż zadowalające, a farsz z białego sera skradł moje serce. O tym dłużej pewnie za tydzień. Dziś wyłączam się na chwilkę. Wyciszam telefon, wyłączam wszystkie grające sprzęty. Herbata, balkon, koc, planer i długopis. Życie wiosną przyspiesza, a mi brakuje chwili wytchnienia, wyznaczenia kierunku i priorytetów na najbliższe tygodnie. O ile mniej więcej wiem czym muszę i chcę się zająć, rozpisanie tego ostatnio bardzo ułatwia mi życie. Chociażby po to, żeby nie wziąć na siebie więcej niż to możliwe…
-
Kiedy będziesz w zachwycie, uratujesz sobie życie…
W planach był dzisiaj krótki wpis z kartaczami w roli głównej. I takowy się pojawi… za tydzień, bo na tę chwilkę gotować ze mną chcą dzieci, a tylko dziś popołudniu mamy taką możliwość, czas i przestrzeń. Sprawa jest więc prosta- poranną herbatę wypijam z Wami, a potem kuchenna podróż w mało znane z nastolatkami… Od niedawna mamy w domu nowy zwyczaj. Nasze dzieciaki są odpowiedzialne ze niedzielne obiady- planują menu, robią listę zakupów, przygotowują obiad i w zamyślę po nim sprzątają. To nasze początki, czasami w kuchni potrzebna jest rada lub mała pomoc. I bardzo liczę na to, że pomysł przetrwa, a to będzie pierwszy krok do rozmów o domowym…
-
Wracam do gotowania w perłach…
Przedwiośnie, kryzys czytelniczy, brak motywacji i polotu to moich czterech jeźdźców Apokalipsy… i przez ostatnie kilka dni- mam wrażenie- towarzyszą mi nieustanie. Siadam dziś przed monitorem z herbatą (którą uwielbiam), zmęczeniem rzeczywistością (które już mi przeszkadza) i moim ulubionym kocem. Jakby nie patrzyć- bilans nadal jest na plus… Po obejrzeniu filmu „Julie i Julia” (lekki, fajny film o gotowaniu- polecam) przez jakiś czas gotowałam w perłach. Perły nie muszą być prawdziwe, bo to nie wpływa jakościowo na smak potraw (tak myślę). Pomysł niby z księżyca, ale nie o sam wisior na szyi tu chodzi… Raczej o radość z czasu spędzonego w kuchni, budowanie rytuałów, możliwość tworzenia doświadczeń kulinarnych bez długich…
-
O aplikacjach ratujących nie tylko jedzenie, czyli jak zdobyć coś w super dobrej cenie…
Dziś zupełnie subiektywna recenzja. Temat rzeka, trochę kontrowersyjny lub wstydliwy ( nie mam pojęcia czemu). Znajdź chwilkę, zaparz ulubioną kawę lub herbatę… I zaczynamy. Temat ratowania jedzenia co jakiś czas wybrzmiewa głośniej. Banki Żywności podają, że rocznie w Polsce marnujemy 4,8 MILIONA TON jedzenia, z czego za około 60% odpowiedzialne są gospodarstwa domowe. Dużo, prawda? Liczba naprawdę robi piorunujące wrażenie. I jest prosty sposób na to, żeby to marnotrawstwo trochę ograniczyć. Od około roku korzystam z aplikacji Too Good To Go, krócej z Foodsi. Zasada jest prosta- instaluję na swoim telefonie aplikację, szukam sklepów i lokali gastronomicznych w mojej okolicy za jej pomocą i kupuję wystawiane przez nie paczki niespodzianki…