Bez kategorii

Wracam do gotowania w perłach…

Przedwiośnie, kryzys czytelniczy, brak motywacji i polotu to moich czterech jeźdźców Apokalipsy… i przez ostatnie kilka dni- mam wrażenie- towarzyszą mi nieustanie. Siadam dziś przed monitorem z herbatą (którą uwielbiam), zmęczeniem rzeczywistością (które już mi przeszkadza) i moim ulubionym kocem. Jakby nie patrzyć- bilans nadal jest na plus…

Po obejrzeniu filmu „Julie i Julia” (lekki, fajny film o gotowaniu- polecam) przez jakiś czas gotowałam w perłach. Perły nie muszą być prawdziwe, bo to nie wpływa jakościowo na smak potraw (tak myślę). Pomysł niby z księżyca, ale nie o sam wisior na szyi tu chodzi… Raczej o radość z czasu spędzonego w kuchni, budowanie rytuałów, możliwość tworzenia doświadczeń kulinarnych bez długich i czasami niemożliwych podróży. Przypomniałam sobie o tym wczoraj i zatęskniłam za tamtym czasem, tamtą energią… i znalazłam w kuchni stałe miejsce na perły. Wartość każdego dnia zależy w dużej mierze od działania i aktywności, które podejmujemy. I nie potrzeba do tego rewolucji, nadludzkich zdolności, mnogości zer na koncie. Sztuka wykorzystywania czasu, miejsca w którym jesteśmy właśnie teraz i swoich mocnych stron- jest chyba najlepszym lekarstwem na przedwiosenne zawirowania i niechęci. Chwytam się pomysłu, wycisnę jak cytrynę to, co mam do dyspozycji… i przestaję się krzywić.

Muszę też uczciwie napisać, że pomysł pieczenia i mrożenia bułek w różnych smakach to był strzał w dziesiątkę. Żeby nie było monotonnie- poszukam nowych kombinacji- klasyczna słodka bułka z makiem, jogurtowe bułki z wiśnią lub brzoskwinią, wytrawne bułki z domowym pesto i kurczakiem?? Więcej czasu rano, mniej stresów i okazji do wybuchu niezadowolenia to naprawdę dobry kierunek. Jeśli dołączę do tego kilka zamrożonych obiadów (takich, które lubimy, a których przygotowanie zajmuje jednak więcej czasu)- wszyscy będą zadowolenia, a ja zacznę szukać większego zamrażalnika.

A żeby zapobiec monotonii… W tym tygodniu na warsztat ruszają kartacze. Niby robiłam je kilka razy, ale efekt choć przyzwoity- nie powalił mnie na kolana ani razu. Aż się prosi o doświadczenie kulinarne… Najprościej- złapię perły i ze 3 przepisy, kupię odpowiednie ziemniaki, zrobię farsz mięsny i za inspiracją Gosi- z białego sera. A potem jak w programach kulinarnych- podam i zaczekam na informację zwrotną. Proste składniki, smaki dzieciństwa, zabawa teksturą i proporcjami- to brzmi jak panaceum na ostatnie dni . Efektami (przynajmniej wizualnymi) podzielę się za tydzień.

Dobrej mocy na nadchodzące dni. Żyj smacznie mimo wszystko 🙂.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *