Gluten(l)owe…
Kwadrans przed komputerem, ani jednego znaku, balkon, herbata, ranek, prawie cisza… Ptaki właśnie budzą się ze snu, a ich śpiew wypełnia uszy i serce… Ładuję akumulatory na następny tydzień…
Kryzys czytelniczy na razie odpuścił, a żeby nie złapać zaraz za kolejną literacką cegiełkę- zaczęłam doczytywać rozpoczęte serie (też cegiełki, ale już zaczęte)… i przejrzałam wszystkie książki kulinarne w domu. Zamiast szukać nowości- zatęskniłam za klasyką- ciepłą jeszcze kromką domowego chleba, chrupiącymi bagietkami, focaccią… I to wyznaczyło kierunek kuchennych rewolucji na kilka następnych dni 🙂
Pamiętam jak chleb piekła moja ciocia. Zapach mąki, zakwasu, ciepło letniej kuchni, dziwnie ciągnący się czas podczas pieczenia, a potem walka o najbardziej wypieczone chlebowe piętki… Jeszcze ciepłe z masłem roztapiającym się powoli i odrobiną soli smakowały nieziemsko…
Rozmarzyłam się… i między pisaniem zrobiłam ciasto na bagietki. Kilka minut pracy, trochę cierpliwości i kolacja zamieni się w coś niezwykłego…

https://youtu.be/iEVdNrprbRo?si=2ZNUFPPE0XSn04-y- proste, szybkie, pełne smaku…
Na mojej półce od trzech lat stoi książka o pieczeniu chleba. Kupiłam ją w najgorszym momencie życia i przez tygodnie, miesiące, a potem lata nie mogłam na nią patrzeć (choć była moim marzeniem). Dziś pierwszy raz od bardzo długiego czasu wzięłam ją do ręki na dłużej… i stwierdziłam, że nie gryzie. Jest więc szansa, że kuchnia będzie częściej pachniała szczęściem i glutenem, a ilość przepisów spokojnie zapełni kilka kolejnych lat albo dekad… A może to będzie ciekawa przygoda- upiec wszystkie rodzaje chleba z książki… wyzwanie życia, albo do końca życia… ze smakiem…
Kulinarnie nadal poszukuję najlepszego przepisu na naleśniki i nowe farsze do pierogów. Pierwszy raz od kilku lat nie mam pomysłu na balkon, szlaban na nowe książki motywuje mnie do czytania tego, co literacko kwitnie na półkach i woła o litość czytelnika, a wieczory spędzam nad kopertowym budżetem domowym. Albo koniec świata jest blisko, albo ten rok będzie naprawdę ciekawym czasem. A może rzeczywiście po przekroczeniu 40-stki wszystko staje na głowie, albo zwyczajnie dopada mnie kryzys wieku średniego :)…
Poranna cisza znikła wraz z coraz większą ilością samochodów na drodze. Herbata wypita. Dom wstał i bezskutecznie domaga się śniadania. Dołączę się do niego, może śniadanie zrobi się samo?? Obiad dziś gotują dzieci, może zrobią też śniadanie? W kuchni leży rozpoczęta paczka drożdży, a to niebezpiecznie może skończyć się ciastem drożdżowym z serem…
Dobrej mocy na dziś. Wracam za tydzień z podsumowaniem glutenowego tygodnia i innymi mrokami i zmrokami codzienności…