Budżeciku powiedz przecie, kto najwięcej ma na świecie…
Dziś mniej kulinarnie, ale mam nadzieję nadal smacznie i zdrowo.
Od kilkunastu tygodni w miarę regularnie czytam na temat budżetu domowego. Bo budżet ma każdy z nas, a niewielu nad nim pracuje i panuje. Temat okazał się na tyle ciekawy, że do rozmów włączyli się prawie wszyscy pozostali domownicy (najmłodszy jeszcze się nie łapie) oraz częściej różne tematy i pytania towarzyszą nam podczas zmywania, spacerów, prania i innych życiowych pasji (żartowałam z tymi pasjami…).

Po tym czasie nie będąc wykształconym specjalistą ani wyśmienitym praktykiem (jeszcze) myślę, że o ile ważna jest wielkość budżetu, są sprawy wyższej wagi. Parz sobie herbatę, czytaj i popraw mnie, jeśli nie mam racji.
Pieniądze nie są w życiu najważniejsze, ale umówmy się- bez nich nie da się żyć. A gdyby od aplikujących na stanowiska finansowe poza CV wymagać wyciągu z budżetu domowego albo konta. Tak, brzmi trochę dziwnie. Ale z drugiej strony… Co mówią o Tobie Twoje wydatki? Czy są spójne z Twoimi wartościami? Czy możesz z ręką na sercu powiedzieć, że gospodarujesz nimi jak dobry manager w firmie?
Budżet domowy to lustro, w którym możesz stanąć twarzą w twarz z sobą na co dzień. Co możesz w nim zobaczyć? Codzienne zabieganie, wydawanie pieniędzy, których nie masz, na rzeczy, których nie potrzebujesz, chęć życia na wyższym poziomie niż to rzeczywiście ma miejsce, konto świecące pustkami przed każdym przysłowiowym pierwszym dniem miesiąca. I może się okazać, że nie poznajesz odbicia w lustrze, bo nie wygląda jak Ty…
John C. Maxwell powiedział, że zrobić budżet to wskazać swoim pieniądzom dokąd mają iść, zamiast zastanawiać się, gdzie się rozeszły. W takim znaczeniu trochę nieistotna jest ich ilość- ważne staje się, żeby za ich pomocą zabezpieczyć wszystkie życiowe potrzeby. Żadne czary nie sprawią, że za miesiąc będziesz dysponować środkami kilka razy większymi niż dziś nic nie robiąc. Budżet pozwala godnie przeżyć trudniejsze finansowo czasy i nie stracić głowy w czasie dobrobytu. Bo jedno i drugie wymaga nauki- nie ma przecież takich pieniędzy, których nie dałoby się wydać, prawda??
Amerykanie mówią „a penny saved is a penny earned”, Polacy „ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka”. I tu jest chyba klucz do sukcesu- mądrze pracuj z tym, co posiadasz, nie oglądając się na to, co mają inni. A kiedy tak dopasujesz wszystkie wydatki, żeby na koniec miesiąca coś zostało- pogratuluj sobie, a potem pomyśl, czy tych oszczędności nie da się jakoś zwiększyć.
Zachęcam Cię do przyjrzenia się swojemu wydrukowi z konta. Podpisz go „Konto Natalki” lub „Konto Maćka” i zastanów się, co powiedziałbyś o obcym człowieku, gdyby to był jego rachunek. Zrób to bez niepotrzebnych wyrzutów sumienia, zapisz swoje przemyślenia, a potem zobacz, ile Ciebie i Twojego myślenia o sobie pokrywa się z Twoimi notatkami.
Budżetowanie jest naprawdę ciekawą i niezbędną życiową przygodą, do której zamierzam Cię zachęcać w miarę regularnie :), bez względu na wiek i stan konta. Dobrej mocy na dziś. Czytamy się za tydzień :).