Bez kategorii

Minimalizm, poszukiwanie siebie i mrożenie są dziś w cenie …

Buongiorno tutti!! Trochę zachrypnięta, z zatkanym i czerwonym nosem … ale jestem. Weekendowe plany odłożyły się na nieco później, herbata z miodem i cytryną pachnie pięknie, drugie opakowanie chusteczek leży pod ręką… jest tak jakby luksusowo… Ale nie ma co narzekać, kiedy przed nami cały dzień !!!

Kuchnia z wielką zamrażarką to dla mnie zupełnie nowa jakość… Powoli zapełniam ją domowymi daniami obiadowymi (w menu już kartoflak, fasolka po bretońsku, krokiety z pieczarkami i serem, ziemniaki z przyprawami w zamyśle do zapieczenia) i mrożonymi owocami ( furorę robią u nas mrożone winogrona bezpestkowe- dzieciaki jedzą je jak lody lub dorzucają do wody z miodem i miętą). Udało mi się przygotować zapas bulionetek- warzywnych kostek do zup i sosów- a to naprawdę ułatwia mi życie. W najbliższych planach: lasagne w małych porcjach do zabrania do pracy, gołąbki, sos do spaghetti na bazie pieczonych pomidorów, mięso w marynacie docelowo przeznaczone na domowe tortille, mieszanki warzywno- mięsne do makaronu lub jako szybkie danie jednogarnkowe.

Posiłki mrożę w workach strunowych, każdy podpisuję i zamieszczam na nim datę zamrożenia. Szukam najodpowiedniejszych jakościowo i wielkościowo worków na nasze potrzeby- tak, żeby zawartość jednego worka była wystarczająca na rodzinny obiad. To z kolei daje mi większy pokój i swobodę. Zdejmuje z głowy jeden obowiązek w czasie konsultacji lekarskich poza miejscem zamieszkania, dni świra- kiedy coś się wali albo daje nadzieję na dokończenie książki, z którą trudno się rozstać. Planując posiłki- niektóre z nich przygotowuję w podwójnej ilości i połowę zamrażam. Nie wymaga to ogromu dodatkowej pracy, a dla mnie- jest możliwością wygospodarowania dodatkowego czasu na domowe obowiązki- albo dla mnie samej.

Ważny jest też system układania. U mnie testowo- mrożone bulionetki, warzywa i owoce układam w dolnej partii zamrażarki, gotowe posiłki od najniższej wolnej szuflady ku górze- zgodnie z kolejnością zamrożenia. To ułatwi planowanie posiłków i korzystanie w pierwszej kolejności z tych, które najdłużej czekają na zjedzenie. I zapobiegnie (mam nadzieję) znajdowaniu posiłków przygotowanych i mrożonych zdecydowanie za długo… Myślę też nad plakietkami opisującymi zawartość szuflady albo zbiorczej zafoliowanej stronie, która z frontu zamrażarki będzie obrazowała jej zawartość (marker do pisania łatwo będzie zmyć i nadpisać zmianę- kartka będzie wielorazowa, zajmie mało miejsca, jej wykonanie to chwila pracy i znikomy koszt).

Poza kuchnią pracuję nad minimalizmem. I tu musiałam mocno zweryfikować swoje założenia. Wielkie przeglądanie posiadanych rzeczy i odgracanie domu raz na jakiś czas zupełnie się u mnie nie sprawdza. Zdecydowanie łatwiej mi jest zająć się jedną półką dziennie, przejrzeć jej zawartość, pochylić się nad sensem posiadania i zatrzymania jej zawartości, podjęcie decyzji o wyrzuceniu/oddaniu/sprzedaży zbędnych elementów. Minimalizm to życie w procesie, zatrzymywanie się i refleksja nad tym, co w życiu jest ważne, świadoma rezygnacja z nadmiaru i pogoni za wszystkim… bo do dobrego życia czasami potrzeba naprawdę niewiele.

Od trzech dni uczę się też włoskiego online. To ciekawy przerywnik między codziennymi obowiązkami. Nie spodziewam się umiejętności biegłego posługiwania się tym językiem… ale sama myśl, że będę mogła porozumieć się i porozmawiać o kuchni włoskiej z rodowitymi Włoszkami sprawia mi wielką radość. Wałkuję podstawy podstaw, szukam na youtube bajek po włosku, prostych piosenek i blogerów kulinarnych. Nic sobie nie zakładam (wszystkie ambicje wrzuciłam na razie w ciemny zakamarek mózgu), cieszę się procesem, zamówiłam puste fiszki do wypełniania kolejnymi włoskimi słowami i zwrotami. Mam nadzieję, że to okaże się moim nowym hobby, a czas nie okręci mojego zapału pajęczyną zapomnienia i rezygnacji.

Przeczytałam wszystko i uśmiecham się do samej siebie. Bez gadania z zachrypniętym gardłem przelałam na stronę to, co dla mnie ważne, co daje mi poczucie większej niezależności i harmonii. Nie zasmarkałam klawiatury. Dwa tygodnie życia udało się zamknąć w kilkadziesiąt zdań pełnych pracy, planów i pozytywnego spojrzenia na przyszłość…

P.s.- W tym tygodniu zebrałam pierwsze truskawki z balkonowej donicy. I pomyślałam sobie, że cisza, słońce, woda i rozmowy to doskonałe warunki do wzrostu. A że mam wszystko pod ręką (wodę w szklance, ale nie oczekuj od razu oceanu 🙂 )ogromnym marnotrawstwem byłoby z tego nie skorzystać… Dobrej mocy na dziś. Do przeczytania za tydzień.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *