-
O życie szare i monotonne, ile w tobie skarbów…
Dzień zaczęłam naparem z lipy z cytryną i miodem. I sama nie wiem czy był tak mocny, czy tak kojący, że dzień przeminął sama nie wiem kiedy… Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że pierwsza fala jesiennych smarków, kaszlu i temperatur ( nie tropikalnych i nie za oknem) już za nami. Może wreszcie złapię chwilkę oddechu i załapię się choć na kilka jesiennych spacerów w słońcu. Życie w cieniu inhalatora i gór chusteczek do nosa zupełnie wybiło mnie z rytmu. To dziwne, bo to przecież co roku się powtarza. A jednak zaskoczyło mnie intensywnością i długością. I przyznam Ci się, że zatęskniłam za gotowaniem, planowaniem i sprawczością, nawet tą…
-
Smakować życie po kawałku..
Dobrze z samego rana wyrwać się do lasu. Odetchnąć innym powietrzem. Pospacerować zbierając grzyby. Posłuchać szumu liści. Zachwycić się sarną… Grzybowej klęski urodzaju nie ma…albo ja powinnam przejść się do okulisty. W ramach dalszych podróży kulinarnych Gosia zrobiła nam wieczór francuski. Pachniało cebulą, ziemniakami, tymiankiem…i szczęściem. Zupa cebulowa naprawdę ma w sobie coś nie z tego świata…a ja z tego zachwytu nie zrobiłam nawet jednego zdjęcia… Nakarmiła nas po królewsku. W efekcie i mój kulinarny grafik wzbogaci się w tym tygodniu o zupę cebulową… Jesień i w kuchni rządzi się swoimi prawami. Porwałam się w tym roku na zrobienie zapasów z pigwowca. Nie sądziłam, że obieranie go jest tak czasochłonne…