-
Bądź wdzięczny i bezdźwięczny !!!
Zaplanowałam sobie dziś wakacje last minut. Usiadłam przy stole w salonie, wcześniej upiekłam chleb. W domu pachnie ciepłem, miłością, radością, tęsknotą za dziecięcą beztroską… Zaparzyłam herbatę i z dzisiejszego dnia w ramach deseru wykroiłam godzinę tylko dla siebie… Jak zaczynasz swój dzień? Co jest Twoją rutyną zaraz po otwarciu oczu?? Łapiesz w rękę telefon, przeciągasz się, patrzysz na zegarek, wyłączasz budzik, nastawiasz wodę na kawę?? A czy masz coś, za co codziennie dziękujesz?? Za to, że masz przed sobą nowy dzień, że Twoje ręce i nogi są sprawne, że budzisz się we własnym domu, że masz rodzinę, przyjaciół?? Czy jest cokolwiek, co cieszy Cię codziennie?? Kilka pytań z serii niewygodne…
-
Nieaktualne quo vadis…
Dziś pierwszy raz w tym roku wstałam jesienna. Kalendarz i widok z okna antagonistycznie warczą na siebie w porannej ciszy. W powietrzu czuć napięcie pomiędzy ciepłymi ostatnio rankami a orzeźwiającą bryzą rzeczywistości- choć do morza stąd daleko. Piekarnik rozgrzewa ręce i serce. Za chwilkę kuchnia będzie pachniała chlebem… Od kilku dni uważniej obserwuję ludzi. Zerkam na nich znad kubka herbaty, z korytarza, z sali ćwiczeń. Słucham co mówią, ale staram się czytać w nich nie słowem, a okiem. Oddzielam słowa od mimiki, sposobu mówienia, spoglądania, patrzę nie tylko wtedy, gdy się uśmiechają. Fascynująca podróż w głąb człowieka, choć pewnie w moim wykonaniu nadal powierzchowna. I o ile sama jestem częścią…
-
Od-wagi trzeba zacząć…
Dwojakość stwierdzenia zapowiada co najmniej dwa różne pomysły i cały czas zastanawiam się, który z nich jest mniej inwazyjny- burczenie w brzuchu, czy burczenie w głowie… Lato chyba na dłuższy czas wypowiedziało umowę najmu terenu za naszym oknem. Nie wiem jak u Ciebie, ja podejrzanie szybko zaczynam odczuwać brak słońca, witaminy D i ciągnie mnie już powoli w stronę kubka z ciepłą zupą kremem… Jesienne przesilenie jak znalazł. Jeśli dodać do tego tęsknotę za tym, żeby z książką w ręku zarwać noc i cały następny dzień chodzić jak zombiak- jesienne klimaty nabierają rumieńców… Od rana myśląc o jesiennym menu doszłam do wniosku, że poza nowymi pomysłami kulinarnymi (zachwyciła mnie wizja…
-
Pandemiczne festiwale…
Coraz bardziej przekonuję się o tym, że gotowanie jest genialną terapią. Wchodzisz do kuchni, łączysz kilka składników, działasz na nie siłą mięśni i czasu, temperaturą, kreatywnością… i jest. Takie proste, a takie skomplikowane… Koleżanka opowiedziała mi o festiwalach pizzy, które robili u siebie w domu- piekli rozmaite jej wariacje, każdy mógł skomponować ją na swój sposób. Wiem- nic nowego pomyślisz. Jednak nazwa jest genialna, a działalność festiwali można rozszerzyć też na inne kulinarne dziedziny. No i się zaczęło… ale nie z pizzą. Za oknem jeszcze ciepło, wakacje niedługo będą się kończyły, jesień lada chwila zapuka do drzwi. Stąd pomysł na festiwal zup- małe przygotowanie przed jesienną chrapką na ciepłą, aromatyczną…
-
Płukanie mózgu w mięcie???
Oddychaj spokojnie. W treści nie znajdziesz nowego przepisu z użyciem skalpela i miętki świeżo zerwanej z ogrodu. Sobota, ranek, woda prawie tańczy w czajniku, kubek z herbatą cierpliwie czeka na blacie, siedzisko na balkonie pożera wielki koc i czeka na mnie. Dziś przekaz prosto z mojego kącika zapomnienia. No to start!! Autorem tytułu jest mój syn, który po zjedzeniu Hallsa stwierdził, że jest tak mocny, że mózg wypłukał mu się w mięcie. I nie wiem jaką masz wrażliwość, ale mnie to stwierdzenie urzekło. Uświadomiłam sobie jak łatwo codziennie pozwolić na to, żeby mózg płukał się w innych sytuacjach- złości, opuszczeniu, beznadziei… Czujesz o czym mówię, prawda?? Stąd mój dzisiejszy rytuał.…
-
Z glutenem w zaciszu własnego domu…
Obudziłam się dziś z myślą, że każdy bieg ma swój finisz. Codzienne obowiązki kończą się wieczornym odpoczynkiem, życiowy bieg opamiętaniem albo emeryturą. Jakkolwiek nie podchodzić do tematu- bardzo przyjemnie móc go rozważać w spokoju, bez pośpiechu, z herbatą w ręku. Nawet jeśli ten spokój ma trwać nie za długo… Postanowiliśmy z dziećmi, że do końca tygodnia oswoimy gluten. Słyszałam niedawno, że to taki smok, którego boją się wszystkie księżniczki i wiedźmy (dla przypomnienia- wiedźma- kobieta, która wie wszystko i jest czarująca). Wczoraj udało nam się zrobić makaron do ramenu- nie dodaje się do niego jajek, a pieczoną sodę. Na pierwszy rzut oka nie sądziłam, że się uda, a wyszedł naprawdę…
-
Terapia wymuszona koniecznością…
Wieczory mają w sobie coś filmowego. Cisza krąży po pokoju z kubkiem retrospekcji, pod ręką leży kartka i długopis, które jak kot przyciągają i nie chcą odpuścić… Wszystko zwalnia, starzeje się, zamyśla po to, żeby rano znów obudzić się z nową dawką energii i wyzwań… Tytuł zasłyszałam w poniedziałek i wydał mi się tak życiowy. Czasami terapia wymuszona koniecznością zaczyna się już rano, kiedy trzeba wstać i wiesz, że trzeba wstać, ale wszystkie mózgowe komórki nerwowe burzą się na samą myśl, zanim jeszcze zdążysz mrugnąć, zestawić nogę z łóżka, albo nie daj Boże wstać i wstawić wodę na poranną kawę… Od kilku dni moją terapią była książka z przepisami dla…
-
Mogę wszystko poza…..
Wieczór zaścielił zieleń, małą wiewiórkę, która bez względu na temperaturę na zewnątrz zwisa głową w dół z wielkiego drzewa w poszukiwaniu bezpiecznej drogi do orzecha, stado komarów i ślimaka powoli wspinającego się po balkonowym Mont Evereście. Cisza po całym dniu pełnym wrażeń, kubek letniej wody (gorąca herbata byłaby zabójstwem i zupełnym brakiem miłosierdzia), dwie książki pod ręką, dobra konferencja w telefonie i zegar, który biegnie do rana zdecydowanie za szybko… Ostatnio dwie myśli determinują mój sposób postrzegania rzeczywistości. Pierwsza- że z piekarnikiem człowiek zaprzyjaźnia się jak z człowiekiem, jeśli lubi się piec. I może uznasz, że to banał albo przesada- dla mnie to najprawdziwsza prawda. Tak samo jak to, że…
-
Spiec się na słońcu, czy przy piekarniku??
Wstałam i zaparzyłam herbatę do ulubionego kubka. Chyba się starzeję, bo mam kubek, w którym herbata smakuje lepiej, a czas przy jej piciu płynie wolniej. Nie wiem, dlaczego najczęściej działa to rano, kiedy jeszcze wszyscy śpią, ale liczę na to, że działanie mojego „magicznego kubka” rozszerzy się na całą dobę. Chyba, że ktoś niechcący go zbije. To tak słowem wstępu… Za oknem gorąco. Po ostatnim maratonie pierogowym (lepienia, nie jedzenia) miałam dziś nie dotykać się prawie niczego, co jest w kuchni. Kiedy wstałam przypomniałam sobie, że marzyło mi się zrobić zaczyn drożdżowy i upiec domowe bułki. Od rana więc myślę- czy zostać wierna swoim postanowieniom, czy iść za marzeniami… I…
-
Nie szukać szczęścia…
Za oknem raz słońce, raz deszcz. Sezon w pełni- kuchnia pachnie truskawkami, kalafiorem, koperkiem, czosnkiem, marchewką, ogórkiem… Dla złapania jakiejkolwiek równowagi odnalazłam w odmętach internetu przykazania Leszka Kołakowskiego. I zawiesiłam się przy nich chwilkę dłużej niż zamierzałam. „Nie szukać szczęścia” to punkt 13 z 17 zasad proponowanych przez Pana Kołakowskiego. Nie wiem czy przez złośliwość, czy tak jakoś wyszło. Bo tu trzynastka może nie jest pechowa, ale niesie ze sobą przesłanie irracjonalne, a może wręcz niemożliwe… Szczęście jest pojęciem wieloznacznym- szczęściem jest łyk zimnej wody w upalny dzień, dom, w którym ktoś zawsze na Ciebie czeka, zdrowie, samorealizacja, możliwość zadbania o najbliższych, wolność… Lista może się ciągnąć w nieskończoność. I…