Bez kategorii

O zabijaniu…czasu

Przyznam Ci się szczerze, że już od kilku dni ten temat chodzi mi po głowie. Doszłam do wniosku, że mogę zostać pierwszym specjalistą (jakbym się strasznie uparła to nawet specjalistką) od zarządzania katastrofą. Dziś na tapetę weźmiemy czas…

Temat rzeka. Jesteś małym ziarnkiem w klepsydrze czasu wszechświata. Tak to chyba wygląda. Codziennie masz do dyspozycji 24 godziny, którymi pewnie w miarę dowolnie rozporządzasz. Masz pewnie milion spraw do załatwienia i wrażenie, że kilka najpilniejszych w szpilkach chodzi Ci po głowie.

Ale nie zawsze tak jest. Spróbuj na chwilkę przypomnieć sobie jakąś swoją katastrofę. Pamiętasz jak dziwnym doświadczeniem był wtedy czas?? Jak minuty, godziny i dni nieadekwatnie zmieniały swoją długość, poniedziałek nie różnił się od czwartku, a cały świat był jakby za szklaną kulą- taki dziwny i obcy…

Czemu o tym?? No właśnie dopadła mnie taka refleksja. Normalnie czas jest cenny i dbałość o jego dobre wykorzystanie jest naturalne. W sytuacji kryzysu jest dwojako- albo ciągnie się jak guma do żucia albo gna jak spłoszone konie. Wszystko zależy od sytuacji.

Czy zabijanie czasu jest złe?? To zależy. Normalnie czasami trzeba odłożyć wszystko na bok i się zresetować. Ale to chyba tracenie czasu, a nie zabijanie ( z małą uwagą- można tracić czas świadomie i pozytywnie). Zabijanie czasu to jedna z cech zarządzania katastrofą. Chociażby po to, żeby nie dać się zniechęceniu, zająć głowę obrazami i myślami innymi niż rzeczywistość. To sposób na przetrwanie. I pozostanie przy zdrowych zmysłach (zakładając, że były zdrowe wcześniej)…

Czas jest cenny, bywa bezcenny lub zabójczy. Potrzeba ogromnego wyczucia, żeby zachować tu równowagę. Po burzy zawsze podobno przychodzi słońce, po zabijaniu czasu w porę opanowanym- apetyt na życie powinien się zwiększyć. W swoim czasie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *