Terapia wymuszona koniecznością…
Wieczory mają w sobie coś filmowego. Cisza krąży po pokoju z kubkiem retrospekcji, pod ręką leży kartka i długopis, które jak kot przyciągają i nie chcą odpuścić… Wszystko zwalnia, starzeje się, zamyśla po to, żeby rano znów obudzić się z nową dawką energii i wyzwań…
Tytuł zasłyszałam w poniedziałek i wydał mi się tak życiowy. Czasami terapia wymuszona koniecznością zaczyna się już rano, kiedy trzeba wstać i wiesz, że trzeba wstać, ale wszystkie mózgowe komórki nerwowe burzą się na samą myśl, zanim jeszcze zdążysz mrugnąć, zestawić nogę z łóżka, albo nie daj Boże wstać i wstawić wodę na poranną kawę… Od kilku dni moją terapią była książka z przepisami dla osób z nietolerancjami pokarmowymi. Podobno toporna na pierwszy rzut oka- skrywa w sobie kilka perełek, które rozpachnią naszą kuchnię w najbliższym czasie. Obiecuję kilka zdjęć już niebawem.
Poza tym wracam do chleba. Tym razem na warsztat trafią ciabaty, chaczapuri i jakiś bezglutenowy chleb. Tęsknię też za zapachem pieczonych o poranku bagietek. Może i do tej naszej tradycji uda mi się powoli wrócić. Moim odkryciem ostatnio był chleb z kiełkami kupiony w piekarni- coś, co jakoś nie pojawiło się w pomysłach czytanych, a smakowało naprawdę doskonale. Sama nie wpadłabym na to, żeby dodać do surowego ciasta czegoś takiego, a tu taka niespodzianka. Koniecznie do wypróbowania w najbliższym czasie. Przypomniałam sobie też zeszłoroczne bułki jogurtowe z nadzieniem z wiśni, posypane kruszonką lub podane z jogurtowym lukrem. To był hit.
Wszystko wskazuje, że moją terapią w tym tygodniu będzie gluten. Chyba nie ma się przed czym bronić- bo jeśli nie masz alergii pokarmowych, zapach i smak chleba jeszcze delikatnie ciepłego, niedawno wyciągniętego z piekarnika, posmarowanego topiącym się na nim delikatnie masłem- powinien spowodować u Ciebie ssanie w żołądku albo burczenie brzucha. U mnie to tak działa. Bezbłędnie. Zapach drożdźy i zakwasu unoszącego się w kuchni, spokojne wyrabianie ciasta do czasu, aż przestanie się kleić do rąk, zacznie nabierać kształtu, miękkości, pachnieć… Takie małe domowe spa…
Dziś krótko i bez zdjęć. Następnym razem obiecuję podzielić się refleksją piekarniczą. Dobrej mocy na dziś. Słyszymy się za kilka dni. Będzie smacznie. Obiecuję.