Od-wagi trzeba zacząć…
Dwojakość stwierdzenia zapowiada co najmniej dwa różne pomysły i cały czas zastanawiam się, który z nich jest mniej inwazyjny- burczenie w brzuchu, czy burczenie w głowie…
Lato chyba na dłuższy czas wypowiedziało umowę najmu terenu za naszym oknem. Nie wiem jak u Ciebie, ja podejrzanie szybko zaczynam odczuwać brak słońca, witaminy D i ciągnie mnie już powoli w stronę kubka z ciepłą zupą kremem… Jesienne przesilenie jak znalazł. Jeśli dodać do tego tęsknotę za tym, żeby z książką w ręku zarwać noc i cały następny dzień chodzić jak zombiak- jesienne klimaty nabierają rumieńców…
Od rana myśląc o jesiennym menu doszłam do wniosku, że poza nowymi pomysłami kulinarnymi (zachwyciła mnie wizja konfitury z czerwonej cebuli do mięsa), warto poszerzyć je o niejadalne desery, które pozwolą dobrze wykorzystać jesienną chandrę. I tak wzięła się myśl, żeby jesień była czasem odwagi, ze szczególnym zainteresowaniem tematami, które od wagi wymagać będą mniejszego wysiłku przy ważeniu mnie, moich marzeń, pomysłów, szaleństwa, smutku, radości….. Jak widzisz dużo tego na jedną wagę…
Plany dezaktualizują się ostatnio szybciej niż prognoza pogody. Ciężko jakkolwiek rozplanować coś z dokładnym terminem. Co nie przeszkadza na zrobienie ogólnej ramówki jesiennej, z której w wolnych chwilach wyławiać będę kolejne pomysły i wyzwania do zrealizowania. Moja przyjaciółka zaraziła mnie myślą kilkudniowego przetestowania przepisów z diety dr Dąbrowskiej. I o ile wizja tygodnia bez ziemniaka i dobrego chleba nie jest dla mnie szczególnie zachwycająca- o tyle ciekawość, czy będę w stanie tak przygotować warzywa, żeby zachwycały smakiem i kompensowały braki- już tak. Nie liczę na szaleństwo, kilka dni będzie ciekawym doświadczeniem. Cały czas mam nadzieję, że uda mi się poczytać trochę o właściwym bilansowaniu posiłków i zasadach żywienia.
Wolne wieczorny czas zajmuje mi romansowanie z książkami Olivera Sacksa. Połączenie podwójnego patrzenia na człowieka- szkiełkiem lekarskim i okiem obserwatora przynosi naprawdę bardzo ciekawe mozaiki postaci, o których pisze doktor. Jeśli lubisz czytać- naprawdę polecam. Genialne studia przypadków ludzkich chorób oraz sposobów radzenia sobie z niemocami, opisane w mistrzowski sposób.
Letnie przesilenie powoli staje się wspomnieniem. Bez planów na jesień zamieni się ona w deszczową breję myśli nieuczesanych, w którą łatwo się zapaść. A nie o to przecież chodzi… Marzy mi się powrót do wiosennych zadań, choć na razie to niemożliwe. Znalazłam odwagę, żeby wrócić do gotowania i odnaleźć w tym dużo radości i ciszy. Teraz szukam pomysłu na codzienność- nową, pełną innych obowiązków i niewiadomych. Nie wyobrażam sobie długich jesiennych wieczorów okraszonych skrawkami niemocy, niewiedzy i czekania na sama nie wiem co.
Jesień może być czasem przebudzenia z letniego poparzenia życiem. Jeśli nie boisz się od-wagi…