Bez kategorii

Święty czas, święty spokój…

Cisza o tej porze dnia to luksus… Cieszy więc podwójnie. Drugi dzień świąt niebezpiecznie zbliża się do południa, co oznacza, że skończy się szybciej niż by się chciało… Próbuję się nasycić ciszą na zapas, oddycham wolniej… Magia świąt w tym roku przypomina, że wolno i wolność mają ze sobą wiele wspólnego…

Wiosna wszędzie zapuszcza swoje korzenie. Wszystkie zasiane przez nas rośliny powoli znajdują swoje miejsce- największą niewiadomą są w tej chwili cukinie. Niedawno dostały wielką donicę- zobaczymy, czy się w niej rozwiną. Słoneczniki ozdobne wypuszczają liście i łakną słońca. Pomidorki jeszcze malutkie- tym nie śpieszy się jakoś szczególnie- pogoda na dworze jeszcze zmienna, po co marznąć. Jedyną porażką okazały się poziomki, które nawet nie wzeszły. Potrzebne będzie pewnie jeszcze jedno podejście.

Przez ostatni czas oglądałam amerykańskie blogerki, które przygotowują dla swojej rodziny raz na jakiś czas mrożone obiady. I o ile wiem, że nie wszystko się mrozi i nie wszystko mrożone smakuje równie dobrze co świeże, o tyle dziś rankiem zrobiliśmy z dziećmi domowe tortille. Przygotowanie jest banalnie proste, trochę czasu zajmuje wałkowanie i ich opiekanie. Minimalizm w praktyce- łączysz ze sobą dwa kubki mąki, dwie łyżki oleju. sól i niepełny kubek gorącej wody. Wszystko należy ze sobą połączyć i dobrze wyrobić ciasto. Następnie trzeba podzielić je na 8 części, rozwałkować każdą z nich na cienki placek i usmażyć na gorącej patelni ok. 15 sekund z każdej strony. Gotowe. U nas dziś w wersji z kurczakiem, sosem pomidorowym, serem, papryką, fasolką i kukurydzą. Dla smakoszy z dodatkiem sosu czosnkowego. Druga część eksperymentalnie zostanie zamrożona- polana sosem i posypana serem. Tak, żeby po wyjęciu z zamrażalnika można ją było wstawić do pieca, zapiec chwilkę i cieszyć się domowym posiłkiem, kiedy obowiązki nie pozwolą na dłuższe stanie przy garach.

Doskonale wiem, że tortille można dostać w każdym sklepie. Wiem też, że te domowe mają doskonały smak, krótki skład i że dziś rano pozwoliły nam spędzić miło czas w kuchni całą rodziną. Jeśli mrożenie się sprawdzi- pomyślę o wersji wege- ze szpinakiem lub soczewicą.

Wielkanoc od kilku lat nastraja mnie bardzo sentymentalnie. Dużo mówi się o zmartwychwstaniu i życiu. Myśląc o tym myślę o życiu w pełni, życiu pełnym sensu i smaku, życiu uporządkowanym (tam, gdzie to konieczne, bez zbędnego pedantyzmu). O przezwyciężaniu śmierci w codzienności- nie poddawaniu się zwątpieniu, szukaniu małych radości, które nadają życiu smak, wytrwałości w dążeniu do swoich marzeń, realizowaniu się w najprostszych codziennych zadaniach. To zawsze jest jakiś taki impuls do działania, pracy nad sobą, refleksji…

Życzę Ci, żeby ten czas Wielkanocy, który nas jeszcze został- napełnił Cię radością i nadzieją, a jutrzejsza rzeczywistość wydała Ci się piękniejsza, pełna mocy do działania i wiary w to, że najlepsze jeszcze przed nami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *