Bez kategorii

O wyborze i jego braku, czyli jak nie nosić japonek do kozaków…

Tak, tak wiem… z czapy ten tytuł, ale dziś tak właśnie ma być. Logika i poranki nie zawsze idą ze sobą w parze. Trzeba to uszanować.

Widziałam ostatnio kilka filmów pokazujących porządkowanie lodówek. I o ile zainspirowało mnie to do przemyślenia co można zrobić, żeby przeorganizować trochę wnętrze mojej lodówki (nie za miliony), czym mam nadzieję podzielę się z Tobą w najbliższym czasie, o tyle zdziwiło mnie, że można zapełnić dwie półki lodówki słodkimi napojami w puszce, które naprawdę świetnie wyglądają, kolejną półkę przeznaczyć na słodycze i przekąski, nie zostawiając praktycznie miejsca na „zwykłe” dodatki typu ser, wędlina, serki śniadaniowe, warzywa… Coś, co normalnie jemy na śniadanie czy kolację… Wizualnie wszystko wygląda pięknie, problem pojawia się, kiedy chcesz to połączyć z w miarę zdrowym odżywianiem. Nie spodziewam się, że moja lodówka będzie piękna jak z reklamy, z produktami poukładanymi pod linijkę, oczywiście logiem do przodu. Zdecydowanie bardziej liczę na to, że będzie bardziej poukładana, pomieści więcej rzeczy- co pozwoli gotować mi raz na kilka dni. W każdej renomowanej restauracji nic się nie marnuje- bo to kwestia szacunku do produktu i własnej pracy. I to mój nadrzędny cel. Jeśli masz jakieś dobre rady w tej kwestii- czekam na inspirację w komentarzach.

Od kilku dni chodzę z myślą w głowie, żeby znów zacząć się przejmować tym, na co ma się wpływ. Głowa jest jak lodówka- jeśli przeładujesz ją zbyt dużą ilością problemów swoich i całego osiedla, to przez jakiś czas to się będzie mieściło, coś od czasu do czasu będzie można dokładać (albo dopychać nogą). Ale nawet najlepsze przechowywanie nie może trwać wieki. Wszystko po jakimś czasie zacznie się psuć i jeśli w porę nic z tym nie zrobisz, w efekcie będziesz zmuszona wyrzucić całą zawartość lodówki. Z głową jest trochę trudniej- worek na śmieci i płyn do mycia nie zrobią roboty.

Za moim oknem jest dziś pięknie. Słońce budzi do życia wszystko, co zaczyna rosnąć na balkonie. Wstałam, udało mi się poleżeć chwilę z moją córką i pogadać o rzeczach ważnych i nieważnych. Zaplanowałam na dziś kilka telefonów, menu na obiad i wyrzucenie z głowy zgniłków, które nie pozwalają dostrzegać mi, że mimo wszystko życie może być piękne. I jeśli nawet w tej chwili tego nie czuję tak mocno, jak bym chciała, jest jeszcze jutro, za tydzień, za miesiąc… Dobrej nocy na dziś. Do przeczytania…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *