Życie zaczyna się dopiero jesienią, kiedy robi się chłodniej…
Sytuacja chorobowa w stanie zadowalającym. Herbata z imbirem smakuje już bardziej jesienne, rozwija swój smakowy bukiet. Zaczyna się najpiękniejszy czas w roku.
Powoli odrabiam kuchenne zaległości, choć moje dzieci mówią, że mamy w domu kuchenne rewolucje. Wczoraj zrobiłam trochę prażonej cebulki ( tak wiem, pierdylion kalorii, smażone… ale w małej ilości nie zaszkodzi, a ja ograniczę się do wąchania). Szalenie proste w wykonaniu, przechowuję ją w lodówce i robię co jakiś czas po trochu. Pokrojoną w dość drobną kostkę cebulę równomiernie pokrywa się mąką i smaży w głębokim oleju na złoty kolor. Finalne doprawienie zależy od Waszych smaków – u nas tym razem tylko szczypta soli.

W kuchni na swoją kolej czeka czerwona cebula. Zrobię z niej chutney, a po naszemu dżem z cebuli. A ponieważ jestem na etapie płakania przy jej obieraniu- efekt finalny pojawi się za tydzień. Swoją drogą wczoraj dzięki cebuli koleżanka uznała, że spałam w ciągu dnia, więc jeśli chcecie uchodzić za burżujki przez telefon- oczyszczanie cebuli będzie Waszym nowym hobby…
Ciekawostką będzie u nas też dżem z cukinii. Piękny kolor, aksamitna konsystencja, orzeźwiająca nuta cytryny rozpromieni nawet najciemniejszy jesienny dzień… Gdybym skusiła Cię na szaleństwo…

Patrzę na to zdjęcie i coś mi mówi, że to byłoby doskonale uzupełnienie tarty z jabłkami… Pomysł jest, trzebaby znaleźć chwilkę czasu na realizację.
Jesień ma tyle do zaoferowania… I tu jest chyba klucz do jej pokochania. Przy deszczu tańczysz lub szukasz słońca w przetworach. Przy zimnie rozgrzewasz ręce aromatyczną herbatą, serce dobrą książką, a nogi ciepłym kocem. Działa.
Kuchnia zaczyna pachnieć pomidorami. Zapach imbiru miesza się z ciepłą nutą pomidorowego końca lata. Odpoczywam, łapię wiatr w żagle, czuję się doskonale w swojej skórze, w swojej kuchni, w moim poranku… Dobrej mocy na dziś. Wracam za tydzień.
Moja waga stoi w miejscu. Czytam ” Panią Bovary” i „Mroczną materię”.