Bez kategorii

Powrót, święta, podsumowanie roku…

Najpierw życzenia. Bo święta od wczoraj rozsiewają już swój czar po wszystkich kątach domu. Niech to będzie dla Ciebie czas pełen spokoju i radości. Niech doładuje Twoje życiowe baterie… Wszelkiego dobra 🙂

Zupełnie nie czuję w tym roku świąt. Może jest to spowodowane tym, że ostatnie tygodnie przypominały jazdę rozpędzoną kolejką górską bez pasów. Nie spodziewałam się tak ostrego zakrętu jeszcze w tym roku, nadal pędzę kolejką… ale zaczynam powoli dostrzegać nową perspektywę, widoki… i widzę, że kolejka ma też innych pasażerów. Powoli zaczyna mi się to podobać…

Tradycyjnie wigilię spędziliśmy w domu. W świątecznych piżamach. Nie obywa się bez świątecznego zatkanego nosa, inhalacji z majeranku i tymianku (moje ostatnie odkrycie) i leniwego pierwszego dnia świąt. Zjemy obiad, zagramy w planszówki, wieczorem obejrzymy wspólnie film. Nic nadzwyczajnego. Ale to chyba jest nam szalenie potrzebne. Chwilka oddechu, świąteczny kompot z pomarańczą, miodem i goździkiem, a potem rodzinne muzykowanie na instrumentach z dziecięcej półki z zabawkami. Nic więcej.

Nie czekając na Sylwestera sięgnęłam do moich postanowień na ten rok. I myślę, że jest ok. Zrealizowałam wszystkie duże postanowienia (dwa z nich w 80 %). Nie udało mi się spędzić weekendu w Anglii z Sylwią i jej rodziną- to przepisałam na kolejny rok. Nie kupiłam też uszaka, bo rozsądniej byłoby zadbać najpierw o więcej przestrzeni, a to pewnie zajmie mi trochę więcej czasu. Miałam w planach też zakup zestawu obiadowego i po kilku miesiącach poszukiwań znalazłam w doskonałej cenie coś, co zachwyciło mnie od pierwszego wejrzenia. Debiutował na wigilijnym stole, ku uciesze mojej i wszystkich domowników.

No i grzechem było siedząc już przy planerze nie zapisać pomysłów na nowy rok. Przede mną 3 duże projekty i kilka mniejszych pomysłów na kolejne 365 dni. Te większe projekty to dla mnie życiowa rewolucja. Cała reszta to małe marzenia lub drobne nawyki, które pozwolą mi lepiej wykorzystać najbliższe 12 miesięcy. Założyłam sobie, że przeczytam 62 książki i 10 z nich to będą książki branżowe i rozwojowe, Że stracę kolejne zbędne kilogramy. Że dotrę na fajny kurs kulinarny po to, żeby nowymi smakami cieszyć się z rodziną i przyjaciółmi. Pierwsza książka rozwojowa leży już przy łóżku. Bo po co czekać??

Mój nowy plan jest na tę chwilkę jak najbardziej realny, nie przekracza moich możliwości i po jego wykonaniu nie będę zmęczona życiem na tyle, żeby dalsze projekty zawiesić na kołku. Jestem chyba już za stara, a może właśnie zaczynam się o siebie troszczyć, żeby narzuć sobie kierat rozwojowy, który w rzeczywistości zostawi po sobie -złość, smutek i wyrzuty sumienia. Bo życie czasami jest ciężkie, po co jeszcze dorzucać sobie kolejne rozczarowania.

Zadbałam też o to, żeby pomysły zazębiały się wokół mnie i moich potrzeb, ale dotykały też różnych dziedzin- bo jestem kobietą, matką, miłośniczką dobrej kuchni, czytelniczką, żoną, przyjaciółką, wariatką… I chciałabym być spójna sama przed sobą.

Zgodnie z planem sprzed roku wpisałam nowe plany na tej samej stronie co pomysły na mijający już 2024 rok. I to okazało się zaskakująco dobrym pomysłem. Bo okazało się, że część planów to naturalna kontynuacja tego, nad czym pracowałam przez ten rok. Są też takie, których bałabym się wpisać nawet kilka miesięcy temu, a teraz jakoś tak naturalnie znalazły się jako największe marzenia i wyzwania. Widzę swoją zmianę i pracę, którą w to włożyłam. Cieszę się z pomysłów, które chcę za rok wykreślić jako zrealizowane. Mniej boję się nowych wyzwań, a strach powoli zamienia się w ciekawość i chęć sprawdzenia siebie.

Na dziś to tyle. Razem z młodzieżą ruszamy piec chlebek czosnkowy na kolację. Praca na 6 rąk z najmłodszymi dwoma będzie miłą odmianą.

Dobrej mocy na dziś. Wracam tradycyjnie w niedzielę rano.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *