W języku chińskim kryzys zapisuje się dwoma znakami – ” niebezpieczeństwo”… i „szansa”.
Chyba staję się monotematyczna… czekam na wiosnę. Mam już po dziurki w nosie śniegu, niekontrolowanych łyżwiarskich popisów na chodnikach, ciepłych kurtek… Wiosny mi trzeba, wiosny.
Koniec zimy czy przedwiośnie to taki czas tęsknoty. Za słońcem, nowalijkami, ciepłem… Gorąca herbata nie smakuje już tak dobrze, czegoś się chce…ale czego dokładnie- ciężko powiedzieć. I w tym całym marazmie o dziwo dobrze zająć się czymś, na co nigdy nie masz głowy. Bo przegonisz czarne myśli, zrobisz coś, na czym Ci zależało, a początek ciepła przywitasz zrealizowanym projektem.
W tym roku zaczynam od małej rzeczy- materiałowej zazdrostki na kuchenne okno i pasujących do niej ściereczek kuchennych. Nic wielkiego (bo nie o to przecież chodzi), ale to wniesie dużo ciepła w moje cztery kąty. Zamówiłam materiał, zastanawiam się nad wymiarami i jutro po pracy zabieram się do działania. Wyjmę wreszcie z szafy maszynę do szycia, szybko skończę (oby), a dom będzie bardziej wiosenny. Liczę, że zadziała efekt kuli śnieżnej, drugich projektów w głowie mnóstwo, nic tylko zacząć.

Zaplanowałam też ziołowy kącik na ten rok. Posadziłam w kuchni dymkę, żeby szybko cieszyć się szczypiorkiem, przygotowałam doniczkę na mikroliście ( tak wychodowany słonecznik skradł nasze serca i podniebienia), szukam doniczek do kuchni, żeby zasadzić w nich miętę i rozmaryn- mieć je cały czas pod ręką. Powoli myślę nad tym, co w tym roku znajdzie się w balkonowych donicach- jednoznacznej decyzji wciąż brak. Ale może to właśnie nie decyzja, a samo planowanie, myślenie, marzenie jest lekiem na zimową chandrę. Co więcej bez kolejek, recepty i innych niedogodności…
Ten tydzień ( i następne, jeśli taka będzie potrzeba) rozzielenią mi: „Czuła przewodniczka kobieca droga do siebie” Natalia de Barbaro (ciąg dalszy) i „Próba żelaza” Holly Black i Cassandry Clare (bo liczę, że namówię syna na wspólna czytanie). Tu też prawdziwa zgodność- dwie zielone okładki…

Swoją drogą chyba naprawdę muszę mieć czytelniczy kryzys, skoro nawet dziecko poftyka mi nogą książkę do przeczytania…
Na dziś chyba tyle. Kąpiel, książka, szybki obiad i trochę odpoczynku przed kolejnym tygodniem… Dobrej mocy na wszelkie chandry i kryzysy…