Nie zawsze zdobywamy to, czego chcemy… próbując zdobywamy to, czego potrzebujemy…
Chodzę z tym zdaniem od kilku dni pomiędzy inhalatorem, zapasem chusteczek do nosa i nową kolekcją leków. Takie trochę haute couture, bo wszystko pełne kolorów, wyselekcjonowane, tylko smaku brak. Piękna odcień czerwieni mojego nosa może spokojnie zastąpić ognistą pomadkę na ustach, dzień zaczynam zieloną herbatą z lawendą, zachwycona śpiewem ptaków i zefirkiem wpadającym przez uchylone okno. Czasami 5 gwiazdek to naprawdę za mało, żeby ocenić życie ;)..
Kilka dni temu zdecydowałam się kupić bieżnię do domu. Małą. Do chodzenia. Zwykłą. Na próbę. Zerkam na nią kątem oka, czekam, aż dojdę do siebie i będę mogła ją wypróbować. Od kilku miesięcy myślałam nad wyjściem na siłownię, planowałam spacery- prawda jest taka, że często coś wypadało i na planach się kończyło. A może to jest rozwiązanie, które pomoże mi połączyć opiekę nad dzieckiem z zadbaniem o swoje zdrowie i kondycję. Decyzja podjęta, sprzęt kupiony- żeby inwestycja wydała owoc- potrzebne będzie trochę samodyscypliny i czasu. Po cichu liczę na to, że młodzież zacznie z niej korzystać…
Jeszcze na kilka dni świat dla nas zwolni. Wszystkie plany na chwilkę odejdą do lamusa, pobiję życiowy rekord ilości chusteczek wysmarkiwanych na godzinę, spróbuję doczytać pozaczynane książki i zregenerować się, bo tęsknię już za samodzielnością i możliwością planowania swojego czasu.
Mimo ambitnych planów to chyba wszystko, na co pozwalają mi siły. Na koniec wrzucam najpiękniejszy kawałek wiosny, jaki ostatnio widziałam. Dobrej mocy na dziś.
