-
Jak nie zwariować?
Niedzielne poranki zawsze mają w sobie coś kojącego. Nie wiem, czy wynika to z faktu, że przeważnie z niczym nie muszę się śpieszyć i nawet jeśli poleżę 5 minut dłużej niebo się nie zawali, czy może tego, że po całym tygodniu wzmożone napięcie nerwowe mózgu odpuszcza… Doczekaliśmy grudnia. Za oknem bywa biało, mamy za sobą pierwsze poranne odśnieżanie auta (żeby sprawa była jasna- nie narzekam). W większości sklepów w tle zakupów słychać już świąteczny repertuar. Trzy dni temu wyczytałam, że Komisja Europejska uznała „Boże Narodzenie” słowem, którego należy unikać. Więc w praktyce mamy świętować coś, czego nie możemy nazwać swoją nazwą. Kolejne święta przed nami… Zabieram się za świąteczne menu.…
-
Minimalizm czy mini zoo???
Wieczory trwające od 16 do późnego rana sprawiają, że łatwiej zakotwiczyć się z kubkiem herbaty przy jakiejś książce lub filmie. I tak ostatnio w ręce wpadła mi znów „Magia sprzątania” Marie Kondo. Czytałam ją kilkanaście miesięcy temu, w tak zwanym międzyczasie widziałam na Netflixie kilka odcinków, w których Marie odwiedzała ludzi i pomagała im uporządkować ich domy i miejsca pracy. Przez serię odcinków i książkę przewija się motyw zostawiania przy sobie rzeczy, które są ważne- takich, z którymi łączą nas wspomnienia i pozbywanie się z wdzięcznością całej reszty przedmiotów z naszego najbliższego otoczenia. Cały proces jest jasny i podzielony na etapy. Ale nie myśl sobie, że uporządkowanie sprawia też, że…
-
Będę gotować w perłach !!!!
Nie to żebym nie mogła spać ostatnimi czasy, ale zastanawiałam się nad pewnym fenomenem, Rekordy popularności biją teraz programy kulinarne. Społeczeństwo uwielbia oglądać jak się gotuje. Wyobraź sobie skalę tej popularności, gdyby do wizji i fonii odbiorników dodać przenoszące aromatyczne zapachy wprost z telewizyjnej kuchni… Śliniawki budzą się na samą myśl… To zbiega się z drugim zjawiskiem jakim jest notoryczny brak czasu, a co za tym idzie coraz większa skłonność do kupowania gotowego jedzenia, zamawiania potraw z restauracji lub posiłków na cały dzień. Wyobraź sobie, że wchodzisz do domu po długim spacerze albo po pracy. W przedpokoju uruchamiają się wszystkie Twoje zmysły- słyszysz dźwięk gotującej się wody, widzisz parę unoszącą…
-
Świętować, święcić czy poświęcić ??? …
Jest kilka takich dni w roku, które skutecznie zatrzymują czas. Zegary działają tak samo, tyle samo czasu zajmuje ułożenie włosów, ugotowanie obiadu, a jednak… Dziś wspomnienie świętych i wiem, wiem- nie każdy wierzy, nie każdy chce… Ale ja nie z tej strony. Jestem przekonana, że każdy zetknął się w swoim życiu z jakimś świętym- niekoniecznie wyniesionym na ołtarze i czczonym z imienia i nazwiska. Z kimś, kto miał w sobie okruch nieba bardziej widoczny niż u innych- może miał/a anielską cierpliwość, wielkie pokłady miłości do drugiego człowieka, mądrość która zamieniana była w słowa i konkretne rady, ciepło i czas dla drugiego człowieka które daleko wykraczały za grzeczne „dzień dobry”, umiejętność…
-
Zgotować sobie dobry dzień!!
Zarządzanie kryzysem nie daje o sobie zapomnieć, stąd dzisiejszy tytuł. Chociaż dziś bardziej mi chodzi o zażegnanie kryzysu niż jego rozpamiętywanie. Herbata skończyła się parzyć i przyjemnie ociepla rękę. To idealny czas na chwilkę pisania… Kryzys jest jak nadwaga- dopada w nieodpowiednim czasie, męczy, ciężko się go pozbyć, ciąży na duszy i sercu. Nadwaga złych zdarzeń, emocji, braku miłości, tragedii, smutku… Taki koktajl Mołotowa serwowany zaraz po otwarciu oczu, połączony z bezsennością i często brakiem sprawczości, bezsilności i bezsensu. Stan, który z jednej strony zabija, z drugiej nie pozwala na znalezienie wyjścia z tej sytuacji. Taki piątek trzynastego do potęgi entej… Z różnym natężeniem u każdego. Na innym poziomie trudności…
-
Bądź wdzięczny i bezdźwięczny !!!
Zaplanowałam sobie dziś wakacje last minut. Usiadłam przy stole w salonie, wcześniej upiekłam chleb. W domu pachnie ciepłem, miłością, radością, tęsknotą za dziecięcą beztroską… Zaparzyłam herbatę i z dzisiejszego dnia w ramach deseru wykroiłam godzinę tylko dla siebie… Jak zaczynasz swój dzień? Co jest Twoją rutyną zaraz po otwarciu oczu?? Łapiesz w rękę telefon, przeciągasz się, patrzysz na zegarek, wyłączasz budzik, nastawiasz wodę na kawę?? A czy masz coś, za co codziennie dziękujesz?? Za to, że masz przed sobą nowy dzień, że Twoje ręce i nogi są sprawne, że budzisz się we własnym domu, że masz rodzinę, przyjaciół?? Czy jest cokolwiek, co cieszy Cię codziennie?? Kilka pytań z serii niewygodne…
-
Nieaktualne quo vadis…
Dziś pierwszy raz w tym roku wstałam jesienna. Kalendarz i widok z okna antagonistycznie warczą na siebie w porannej ciszy. W powietrzu czuć napięcie pomiędzy ciepłymi ostatnio rankami a orzeźwiającą bryzą rzeczywistości- choć do morza stąd daleko. Piekarnik rozgrzewa ręce i serce. Za chwilkę kuchnia będzie pachniała chlebem… Od kilku dni uważniej obserwuję ludzi. Zerkam na nich znad kubka herbaty, z korytarza, z sali ćwiczeń. Słucham co mówią, ale staram się czytać w nich nie słowem, a okiem. Oddzielam słowa od mimiki, sposobu mówienia, spoglądania, patrzę nie tylko wtedy, gdy się uśmiechają. Fascynująca podróż w głąb człowieka, choć pewnie w moim wykonaniu nadal powierzchowna. I o ile sama jestem częścią…
-
Od-wagi trzeba zacząć…
Dwojakość stwierdzenia zapowiada co najmniej dwa różne pomysły i cały czas zastanawiam się, który z nich jest mniej inwazyjny- burczenie w brzuchu, czy burczenie w głowie… Lato chyba na dłuższy czas wypowiedziało umowę najmu terenu za naszym oknem. Nie wiem jak u Ciebie, ja podejrzanie szybko zaczynam odczuwać brak słońca, witaminy D i ciągnie mnie już powoli w stronę kubka z ciepłą zupą kremem… Jesienne przesilenie jak znalazł. Jeśli dodać do tego tęsknotę za tym, żeby z książką w ręku zarwać noc i cały następny dzień chodzić jak zombiak- jesienne klimaty nabierają rumieńców… Od rana myśląc o jesiennym menu doszłam do wniosku, że poza nowymi pomysłami kulinarnymi (zachwyciła mnie wizja…
-
Pandemiczne festiwale…
Coraz bardziej przekonuję się o tym, że gotowanie jest genialną terapią. Wchodzisz do kuchni, łączysz kilka składników, działasz na nie siłą mięśni i czasu, temperaturą, kreatywnością… i jest. Takie proste, a takie skomplikowane… Koleżanka opowiedziała mi o festiwalach pizzy, które robili u siebie w domu- piekli rozmaite jej wariacje, każdy mógł skomponować ją na swój sposób. Wiem- nic nowego pomyślisz. Jednak nazwa jest genialna, a działalność festiwali można rozszerzyć też na inne kulinarne dziedziny. No i się zaczęło… ale nie z pizzą. Za oknem jeszcze ciepło, wakacje niedługo będą się kończyły, jesień lada chwila zapuka do drzwi. Stąd pomysł na festiwal zup- małe przygotowanie przed jesienną chrapką na ciepłą, aromatyczną…
-
Płukanie mózgu w mięcie???
Oddychaj spokojnie. W treści nie znajdziesz nowego przepisu z użyciem skalpela i miętki świeżo zerwanej z ogrodu. Sobota, ranek, woda prawie tańczy w czajniku, kubek z herbatą cierpliwie czeka na blacie, siedzisko na balkonie pożera wielki koc i czeka na mnie. Dziś przekaz prosto z mojego kącika zapomnienia. No to start!! Autorem tytułu jest mój syn, który po zjedzeniu Hallsa stwierdził, że jest tak mocny, że mózg wypłukał mu się w mięcie. I nie wiem jaką masz wrażliwość, ale mnie to stwierdzenie urzekło. Uświadomiłam sobie jak łatwo codziennie pozwolić na to, żeby mózg płukał się w innych sytuacjach- złości, opuszczeniu, beznadziei… Czujesz o czym mówię, prawda?? Stąd mój dzisiejszy rytuał.…