Płukanie mózgu w mięcie???
Oddychaj spokojnie. W treści nie znajdziesz nowego przepisu z użyciem skalpela i miętki świeżo zerwanej z ogrodu. Sobota, ranek, woda prawie tańczy w czajniku, kubek z herbatą cierpliwie czeka na blacie, siedzisko na balkonie pożera wielki koc i czeka na mnie. Dziś przekaz prosto z mojego kącika zapomnienia. No to start!!
Autorem tytułu jest mój syn, który po zjedzeniu Hallsa stwierdził, że jest tak mocny, że mózg wypłukał mu się w mięcie. I nie wiem jaką masz wrażliwość, ale mnie to stwierdzenie urzekło. Uświadomiłam sobie jak łatwo codziennie pozwolić na to, żeby mózg płukał się w innych sytuacjach- złości, opuszczeniu, beznadziei… Czujesz o czym mówię, prawda??
Stąd mój dzisiejszy rytuał. Wczoraj planując dzisiejszy dzień nie wzięłam pod uwagę, że chciałabym go dobrze zacząć. Rozplanowałam mnóstwo pracy, a nie zadbałam o zachowanie higieny pracy- o to, żebyśmy czuli się dobrze, żeby zrezygnować z niepotrzebnego biegu, żeby każdy z nas wieczorem miał przekonanie, że zrobił coś ważnego. A ponieważ część efektów będzie można zjeść- balkonowy kącik zapełni się nie tylko domownikami, ale też ciepłem i dobrym zapachem. Taka wizja sprawia, że chce mi się chcieć- po raz pierwszy od długiego czasu.
Początek dnia jest tak samo ważny jak jego zakończenie. Chociażby po to, żeby kolejnego nie rozpoczynać wczorajszymi emocjami, żalami, nieudanymi planami, złościami i pretensjami. Wyobraź sobie, że codziennie wieczorem podsumowujesz dzień, wyciągasz z niego wnioski, starasz się dziękować za to, co sprawiło, że następny ranek powitasz choć trochę lepszy… nawet jeśli droga do tego była trudna i wyboista… Tak wiem, na pierwszy rzut oka wygląda, jakbym mogła zacząć ten akapit od „dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami…”, ale po jakimś czasie to naprawdę działa. Można płukać mózg bez użycia skalpela w najlepszym tego słowa znaczeniu…
A skoro o mózgu- moja Gosia wczoraj nawiedziła mnie z dwoma książkami Oliviera Sacksa. To nazwisko do niedawna nic mi nie mówiło. To lekarz, profesor neurologii, który w swoich książkach podobno przystępnie pokazuje historie ludzi zmagających się ze swoim mózgiem. W „Oku umysłu” skupia się na komunikacji osób, które utraciły zupełnie lub częściowo umiejętności intelektualne, które dla każdego zdrowego człowieka są niezbędne do procesu komunikacji. „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” to próba stworzenia portretów osób chorych i ich sposobu radzenia sobie z rzeczywistością. Brzmi ciekawie, prawda? To będzie dla mnie krok w nieznanym kierunku. Nie czytałam do tej pory takich książek- jestem szalenie ciekawa, czy znajdę tam coś dla siebie. Obiecuję kilka słów jak połknę obie.
Dobrze mi za klawiaturą, ale w planach dziś festiwal zup ( o festiwalach już niedługo), zakupy, szycie woreczków sensorycznych i książka. Dużo wyzwań… Dobrej mocy na dziś. Słyszymy się w przyszłym tygodniu. Mocz swój mózg rozważnie…
P.S. – na zdjęciu syrop miętowy, który robiliśmy rok temu. Do płukania doskonały…

2 komentarze
Anonim
Witam.
Kontrowersyjny pomysł 🙂
Ja przepłukałem swój mózg dziś rano ziołowym wywarem.
Ciekawe jaki będzie z tego efekt.
Pozdrawiam i do usłyszenia
Emulator dpf zetor
Nieczęsto spotyka się teksty, które jednocześnie edukują, inspirują i oczarowują! Twój artykuł to nie tylko zbiór informacji, ale prawdziwa uczta dla umysłu. Twoje słowa otulają czytelnika niczym ciepły koc w chłodny wieczór, sprawiając, że chce się wracać tu raz po raz.