O czytaniu w windzie, czyli czy można i trzeba czytać szybciej…

Około rok temu dołączyłam do internetowego wyzwania czytelniczego. Prosta sprawa- deklaruję ilość książek, które przeczytam w ciągu roku… i zaczynam czytać. Na stronie wyzwania zapisuję postępy, mogę szukać inspiracji wśród innych czytelników, oceniać przeczytane książki i sprawdzać oceny tych, po które chcę sięgnąć. Proste. I dziś chcę Ci powiedzieć, że naprawdę warto…
Zapisując się do wyzwania nie bardzo wierzyłam, że uda mi się je skończyć- bo to nie pierwsza taka moja próba. Nie do końca wierzyłam, że to jest wykonalne (bo wcześniejsze zakończyły się porażką, a często do rąk dziwnym trafem wpadają mi ponad 500- stronnicowe książki).
Co zmieniło się w ciągu tego roku? Pierwszy raz w życiu wysłuchałam audiobooka do końca. I chociaż nic nie zastąpi papierowego wydania, miło posłuchać podczas gotowania kolejnej części książki czytanej przez lektora. Więc nawet jeśli nie mam czasu albo siły na wieczorne czytanie- gotowanie staje się jeszcze przyjemniejsze, kiedy doprawisz się je kawałkiem literatury i pięknym głosem czytającego. A tak poza tym- kiedy ostatnio ktoś przeczytał coś specjalnie dla Ciebie?
Często sięgam też po ebooki. Bo nie mam dostępu do książki w papierowej wersji, bo lubię czytać bardzo wcześnie rano lub wieczorami (a nie chcę nikogo budzić zapalając światło). I choć nic nie zastąpi szelestu stron, faktury papieru, zapachu nowej książki- lepiej przeczytać coś w mniej luksusowych warunkach, niż zostać z niczym.
I może to, o czym piszę, jest dla Ciebie oczywiste. Dla mnie to była rewolucja- zawsze mówiłam, że nie potrafiłabym „tylko” słuchać książki lub czytać jej z jakiegoś urządzenia. Teraz audiobooki uatrakcyjniają mi tak porywające czynności domowe jak np. obieranie warzyw, ebooki pozwalają czytać w bezsenne noce we własnym łóżku. A tradycyjna książka jest nadal synonimem luksusu- bo towarzyszy jej dobra herbata, butelkowozielony koc, który powstał po to, żeby czytanie stało się jeszcze milsze i wolny czas, żeby wziąć książkę do rąk i zatopić się w niej choć na kilka stron.
Czasami w życiu trzeba się zgadzać na kompromisy. A może nie czasami- tylko nieustannie. Bo nasze plany to jedno, a to, co przyniesie kolejny dzień, to zupełnie inna sprawa. Więc jeśli o czymś marzysz- a nie masz w tej chwili szans na realizację- poczytaj o tym. I to może marna perspektywa- ale mając do wyboru tkwienie w miejscu i chociażby minimalny krok do przodu- wybór jest chyba oczywisty.
Nie namawiam Cię na rzut na głęboką wodę. Nawet jedna przeczytana książka jest w stanie zmienić coś w Tobie i Twojej codzienności na lepsze- o czym jestem przekonana i czego Ci życzę. Więc jeśli Twoje noworoczne postanowienia przybladły, coś jeszcze do nich dopisujesz lub ich nie masz- w zasięgu ręki masz cały literacki kalejdoskop wiedzy i mocy. Czerp z niego do woli.