Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko (A. Einstein).
Kiedy po dwóch tygodniach wracasz do domu i od rana stoisz w kuchni w garach, a potem uświadamiasz sobie, że jest już ciemno, a wpis sam się nie zrobi…
Ferie zimowe minęły w tym roku zaskakująco szybko. Na jutrzejszy ranek przygotowałam swój ulubiony kubek, nową herbatę do spróbowania i książkę, którą albo się kocha albo nienawidzi. Nie wiem jeszcze w której frakcji wyląduję… Do tego koc, piżama, chwilka ciszy, piękny wschód słońca… Czujesz piękno tej sytuacji??
Konsekwencją ferii i ludzi, z którymi je spędziliśmy (drogie Panie pozdrawiam najserdeczniej z prowincji 🙂 ) jest tytułowy cytat i codzienna krótka refleksja- za co dziś mogę być wdzięczna, czy istnieje coś, za co nigdy nie podziękowałam. I uwierz mi- codziennie coś się znajduje. Wielką motywacją jest patrzeć na ludzi, którzy codziennie zmagają się z wielką trudnością, a przy tym potrafią się uśmiechać, są życzliwi, ciekawi świata. Może tylko człowiek, który doświadczył ogromnej straty może cieszyć się jak dziecko z normalności? To jeden z największych fenomenów życia…
Żeby zaostrzyć Ci apetyt na życie wrzucam zdjęcie kisielu z tartym jabłkiem- coś retro na bezsilną niedzielę sprawdza się zawsze. Wracam za tydzień wyspana, bez marudzenia, wdzięczna…
