Bez kategorii

Flylady, słoiki i życie w kuchennym zachwycie…

Są w życiu pewne prawa- jeśli dziecko obudzi mnie o nieprzyzwoicie wczesnej godzinie bez wyraźnego powodu, w ramach zadośćuczynienia parzy mi poranną herbatę. I z tego przywileju dziś korzystam 🙂.

Flylady powoli zagnieżdża się w moim domu. W ciągu następnego tygodnia nie wprowadzam nowych kroków- zostaję jeszcze tydzień z tym, co już działa. Przyszły tydzień będzie u nas pracowity, a ja chcę się cieszyć zmianą, nie dopychać nogą kolejne obowiązki, choćby najmniejsze. W ramach wyzwania:

-kupiłam 3 fartuchy kuchenne do gotowania (to uchroni ubrania dzieci od części trudnych plam, o mnie samej nie wspomnę),

-robię w kuchni miejsce na talerze i sztućce do codziennego użytku (takie miejsce było i wcześniej- zmiana polega na tym, że ograniczę ich liczbę- w domyśle nie ma czystego talerza, musisz go sobie umyć, a nie sięgnąć po kolejny z półki),

-daję sobie jeszcze chwilę na refleksję co jest mi naprawdę potrzebne, na czym mi zależy, co w domu sprawia, że czuję się w nim dobrze, a co zagraca mi przestrzeń (żeby łatwiej mi było zlokalizować miejsca, które najpierw przejrzeć).

I chyba właśnie tak to ma wyglądać. Małe działania, czas na refleksję, systematyczne kroki, niby nic nowego, a jednak..

Kuchenne rewolucje w dużej mierze ograniczają się do przetworów. Ostatnie słoiki ogórków, jeszcze trochę sosu z pieczonych pomidorów, kilka słoików dżemu z jabłek. Klasyka gatunku. Korzystając z zamrażalnika i upiekłam i zamroziłam niewielkie porcje pieczonej papryki. Uwielbiam dodawać ją na kanapki, po pieczeniu nabiera niesamowitego aromatu i zamienia prostą kanapkę w prawdziwą bombę smaku. Mam nadzieję że mrożenie nie zabierze smaku i tekstury papryce- do sprawdzenia niebawem.

W tygodniu robiliśmy sałatkę z makaronu z zupek chińskich z warzywami i kurczakiem. Gwiazdki za to nie dostaniesz, ale to dobry patent na coś w 15 minut. Nie używam przypraw z zupek, doprawiam ziołami, majonezem i jogurtem naturalnym. W ogólnym rozrachunku myślę że lepsze niż gotowiec ze sklepu.

Życiowo zmiany. Maluję… płytki w łazience. I to wielki progres w mojej malarskiej karierze. Do pejzażu czy nawet szkicu postaci w tym życiu nie dotrę (i to wielki powód do radości ). Ale jeśli mam pomocników to jednak klasa, prawda?? To w ramach małych kroków i działania tam, gdzie jest to możliwe. Odświeżone ściany, bambusowa półka na wannę na książkę i świecę zapachową w zupełności zaspokajają moją estetykę i marzenia. Na 100 procent.

I z tą myślą Cię zostawię. Zrobione jest lepsze od ideałów. Herbata stygnie, włoski czeka. Za tydzień jestem mam nadzieję w lepszej formie. Dobrej mocy na dziś. A presto!!!

P.s.- w tym tygodniu skończyłam czytać „Masterclass kobiecości” i jestem pół kilograma bliżej do wymarzonej wagi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *