Spiec się na słońcu, czy przy piekarniku??
Wstałam i zaparzyłam herbatę do ulubionego kubka. Chyba się starzeję, bo mam kubek, w którym herbata smakuje lepiej, a czas przy jej piciu płynie wolniej. Nie wiem, dlaczego najczęściej działa to rano, kiedy jeszcze wszyscy śpią, ale liczę na to, że działanie mojego „magicznego kubka” rozszerzy się na całą dobę. Chyba, że ktoś niechcący go zbije. To tak słowem wstępu…
Za oknem gorąco. Po ostatnim maratonie pierogowym (lepienia, nie jedzenia) miałam dziś nie dotykać się prawie niczego, co jest w kuchni. Kiedy wstałam przypomniałam sobie, że marzyło mi się zrobić zaczyn drożdżowy i upiec domowe bułki. Od rana więc myślę- czy zostać wierna swoim postanowieniom, czy iść za marzeniami… I pewnie może Ci się wydawać śmiesznym, że to można określać mianem „marzenia”… A jednak… Dzieciaki dwa dni temu kupiły „bułki pełnoziarniste” w sklepie koło domu. I powiem Ci, że zastanawiam się, czy ich zakup to jeszcze pieczywo, czy już raczej powoli mogłabym o nim myśleć jak o zawiłym związku chemicznym… Konsystencja, smak, kolor, sprężystość- to aspekty zupełnie nieobecne w kupionych bułkach. Przerażające i prawdziwe…
Jakiś czas temu jadłam chaczapuri i tradycyjny chleb gruziński. I o ile farsz do chaczapuri to zupełnie nie moja bajka (bo ani zrobiony po gruzińsku, ani po polsku, po prostu był), o tyle smak ciasta i chleba… Bajka… Pomyślałam więc, że jeśli to robot kuchenny wyrobi ciasto, a ja tylko szybko wsypię do niego składniki, to prawie nie dotknę się niczego, a dom zacznie pachnieć najpiękniej na świecie… Taka chanelka w kuchni…
Jedna z finalistek Masterchefa powiedziała kiedyś, że wyrabianie ciasta na bagietki to dla niej taka terapia dla skołatanych dusz. I jest w tym naprawdę coś niesamowitego, co więcej chyba każde ciasto tak działa. Każde, które piekłam i które wymagało wyrobienia.
Jeśli czwarta fala pandemii nie zaleje ludzi i zdrowego rozsądku, a u nas sytuacja będzie stabilna- marzy mi się spotkanie koła gospodyń małomiejskich przy pieczeniu chleba. Wieczór, więcej chłodu niż za oknem, pomocniczki zbrodni nie bojące się glutenu i jedzenia ciepłego jeszcze chleba z pieca… Brak godziny policyjnej i niekonieczność powrotu do domu tuż przed zachodem słońca….
Niech się dzieje. Inspiracja przepisem jest, dom jeszcze śpi, cisza czasami pomaga rosnąc ciastu podobno- sprawdzę. Słyszymy się w sobotę. Aromatu i zapachu nie prześlę, ale może chociaż uda się zrobić zdjęcie. Może dla Ciebie to też będzie inspiracja i miłość od pierwszego wejrzenia do pieczenia?? Taka miłość na całe życie…