Twoje życie staje się lepsze nie przez przypadek, ale dzięki zmianie.
Jakiś czas temu usłyszałam, że czego nie zmieniasz- na to się zgadzasz. Bardzo długo biłam się z tą myślą, chodząc na przemian wściekła i zrezygnowana. Czasami miałam wrażenie, że wierci mi dziurę w głowie. I umówmy się- nie było to najprzyjemniejsze doświadczenie. Przeszłam z nim mnóstwo kilometrów, ścierałam się godzinami… finalnie zostało ze mną jako jedno z kluczowych zdań do wieczornych podsumowań dnia.
Wychodzenie z własnej strefy komfortu jest ulubionym sportem wyczynowym dla nielicznych. I ja się chyba do nich nie zaliczam. Bo jeśli ją opuszczam, to raczej wystawiam palec, a nie skaczę ze spadochronem głową w dół. Ale umówmy się- to jest ok. Rewolucje i zrywy zostawiają za sobą częściej totalną demolkę niż nowy porządek. Co z tego, że rozpiszesz sobie całą dobę co do minuty, zaplanujesz wszystko, a po dniu lub dwóch na samą myśl o kolejnym zaczniesz się nerwowo śmiać…
Zadbaj o siebie w procesie zmiany. Pozwól sobie na sukcesy i niedociągnięcia, bądź wymagająca, ale bez bata w ręku. Patrz na swoje osiągnięcia i nie bagatelizuj ich. Ciesz się małymi krokami do przodu z najbliższymi. Wstawaj 5 minut wcześniej żeby pobyć ze sobą w ciszy, zatrzymać się i upewnić, że dziś to nadal dobry kierunek.
Szukaj inspiracji, ale nie porównuj się do innych. W Twoich butach nikt nie przejdzie następnego kroku. I nie zawsze myśl, że tak robią wszyscy, jest dobra w tym czasie i miejscu w którym jesteś. Czytaj, słuchaj, rozmawiaj, zadawaj pytania, patrz na ludzi wokół… Jest tyle możliwości. Zapisuj w jednym miejscu to, co trafia do Twojego serca. Podejmuj decyzje zgodne z wartościami, jakimi się kierujesz. I daj sobie czas na to, żeby małe kroki robić po kolei, w swoim tempie.
Zastanów się nad ograniczeniem pochłaniaczy czasu. Przejrzyj swoje subskrypcje i zrezygnuj z tych, które nie są Ci już potrzebne lub zwyczajnie tracisz z nimi zbyt wiele godzin. Zamień jakiś serial na dobry podcast. Lub audiobooka. Coś, co realnie zainspiruje Cię do refleksji i najmniejszego działania. Raz w tygodniu zbierz na kwadrans domowników i podziel się z nimi pomysłem na zmianę (jeśli chcesz i możesz). Zróbcie burzę mózgów. Bo jeśli zmiany mają dotyczyć codzienności rodzinnej- dobrze dać reszcie domowników czas, przestrzeń i możliwość modyfikacji planów. W najgorszym przypadku w domu będzie ciszej lub regularnie będziecie rozmawiać o tym, jak razem utrzymać wyznaczony kurs.
Nie bój się. Wszystko, czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu. A często dłużej się boisz niż trwa podjęcie decyzji i potrzebne działanie. Nikt nie wymaga od Ciebie perfekcji w każdym calu…i sama też nie możesz stawiać sobie niemożliwych celów.
Dziś piszę do Ciebie i do siebie. Na wypadek, gdybym chciała zrobić coś za szybko lub zbyt dużym kosztem siebie. Druga połowa roku będzie wymagała ode mnie wyjścia poza strefę komfortu zdecydowanie dalej niż palce. I jestem na to gotowa. Przynajmniej w teorii. Z moją zmianą pewnie trochę zmieni się formuła bloga- na to liczę.
Napisałam o zmianie. Zrobiłam pierwszy krok. Teraz spokojnie mogę cieszyć się rankiem, herbatą i ciszą, bo ta ostatnia skończy się najszybciej. Przypomniałam sobie ile pszczół rok temu zlatywało się do naszych balkonowych kwiatów. Ciekawe, czy w tym roku będzie podobnie…

Dobrej mocy na dziś. Słyszymy się za tydzień.